Karma.

19:19 Kinga B. 7 Comments


W tym tygodniu na mojej Gastronomicznej Mapie Krakowa pojawił się nowy punkt. Bar(?) o dźwięcznej nazwie Karma. Zlokalizowana w niedużej odległości od ścisłego centrum mini restauracja wegetariańska. Trafiłam na nią całkowicie przypadkiem, szukając w internecie miejsc, które mogłabym odwiedzić i później opisać na blogu.
~
Co można powiedzieć o Karmie? Wcześniej już użyty epitet 'mini' nie jest przesadzony. W środku mieści się kilka stolików i kilka większych ław. Mimo niewielkiej powierzchni, bardzo podobał mi się wystrój wnętrza. Jest on surowy, część ścian jest pokryta skutą cegłą, lada jest zrobiona z betonu(?). Stoły mają bardzo grube, drewniane blaty (to one najbardziej podbiły moje serce, bo sama o takim marzę ;) ). Na każdym stoliku stoi masywna szklanica, która pełni rolę wazonu, a w nim 'naga' cebula z kwitnącym hiacyntem. Wnętrze przypominało mi trochę niektóre amerykańskie bary.
~
W kwestii obsługi... Za ladą stało dwóch panów: starszy, który ponoć jest właścicielem i młodszy. Z panem właścicielem nie miałam wiele do czynienia, więc pozostaje młodszy pan. Powiem szczerze, nie wiem jak go odebrać. Wszystko zaczęło się dobrze, dopóki pan nie zobaczył mojego aparatu i mnie robiącej zdjęcia wnętrza. Chciałabym wierzyć, że to mój Nikuś go tak rozproszył i przez niego popełnił kilka gaf. Po pierwsze: byłam z Karmie z dwiema koleżankami. Każda z nas coś zamawiała. Panna A. zupę, panna K. tartę szpinakową a ja zupę i tartę z bakłażanem i cukinią. W efekcie zupa i tarta szpinakowa przypadła pannie K., tak, jakby A. nic nie zamawiała. Ja natomiast, zamiast tarty z bakłażanem otrzymałam również szpinakową. Byłam w całkiem dobrym humorze więc podarowałam mu to przewinienie, choć gdybym nie lubiła szpinaku, na pewno upomniałabym się o tartę z bakłażanem. Po drugie: sztućce, które pan nam przyniósł, zostały źle ułożone (chodzi mi o strony). Przewinienie niby nie wielkie, ale jakoś ubodło mnie w oczy. Poza tym pan cały czas zerkał w moją stronę, czy przypadkiem nie robię zdjęć. Zestresował się chyba biedaczek... i to na tyle, że na moje 'do widzenia' nawet nie odpowiedział. Czyżby przestraszył się, że wrócę? ;)
~
W kwestii jedzenia... Pomimo pomylonego zamówienia moje kubki smakowe były zdecydowanie zadowolone. Co zamówiłam? Zupę krem z kukurydzy i wspomnianą już wcześniej tartę + sałata z sosem vinegret. 


Zupa może i nie wygląda na sycącą porcję, ale szczerze powiedziawszy pierwszym wrażeniem można się mylić. Co do smaku. Smaczna. Rzekłabym nawet, że bardzo. Przede wszystkim na pewno świeża (nie wspomniałam tego wcześniej, ale w Karmie menu zmienia się codziennie). Pierwszych kilka łyżek troszkę mnie zdziwiło. Czułam specyficzny smak, ale początkowo nie mogłam dojść do wniosku co to. Później upewniłam się, że na pewno było w niej curry i chyba imbir. Zupę musiałam odrobinę doprawić pieprzem, bo jak dla mnie była za mało pikantna. Poza tym bardzo ok.


Jako drugie danie tarta na kruchym cieście ze szpinakiem, pieczarkami i, jak to sam powiedział pan właściciel, serem typu feta. Do tego sałata lodowa z kiełkami polana sosem vinegret. Tarta bardzo dobra. Ze względu na kruche ciasto lepsza od mojej ;) Sałata była świeża, krucha. Sos vinegret idealny. Porcja tarty troszkę w moim mniemaniu mała, ale jestem w stanie się z tym pogodzić, bo po zupie i kawałku tarty czułam się naprawdę najedzona. 
Do Karmy zdecydowanie jeszcze wrócę na, podobno rewelacyjną, kawę i słodką tartę lub inne ciastko.
~
Jeżeli chodzi o ceny. Myślę, że są przyzwoite. Zupa kosztuje 6 zł. Tarta słona 8 zł, z sałatą 10. Za swój obiad zapłaciłam więc w sumie 16 zł. Za tę kwotę miałam pełny brzuszek.
Uważam, że minusem jest naprawdę ubogie menu. Do wyboru były dwie zupy + curry z soczewicy (które swoją drogą też chętnie bym spróbowała, dwie tarty słone, jedna tarta na słodko i dwa ciasta. Tak jak już napisałam, menu zmienia się codziennie i jest zapisywane kredą na tablicy.


Ogólnie rzecz biorąc z obiadu w Karmie byłam zadowolona, choć po przeczytanej wcześniej, bardzo zachwalającej lokal, recenzji chyba nieco rozczarowana. Zobaczymy jakie będzie drugie wrażenie.
~
Na koniec jeszcze kilka cech baru. Wydaje mi się, że jest idealny na śniadanie lub lunch. Dobry dla osób jadających samotnie. Można tam poczytać lub popracować przy komputerze. Wg mnie muzyka była nieco za cicho. Może się to wydać dziwne, ale dla mnie muzyka w jakiejkolwiek knajpce to jeden z czynników udanego posiłku. Lubię, gdy muzyka nie jest na tyle głośna, aby zakłócać rozmowę z moim towarzyszem, ale nieco zagłusza rozmowę innych klientów baru czy restauracji. I zapewniam, że taki poziom głośności jest możliwy ;-)

Ogólne informacje o lokalu:


Restauracja Karma
ul. Krupnicza 12
czynne do godziny 19 (niestety nie pamiętam od której)

7 komentarzy :

  1. ....w kwestii zdjęć: z tego, co piszesz, nie zapytalas sie o pozwolenie. Niestety wydaje nam sie, ze jak wchodzimy do restauracji czy sklepu, to wlasciciele powinni piac z zachwytu...tymczasem niekoniecznie tak musi byc ...i ja ich troche rozumiem, gdyz skad maja kto i dlaczego cyka foty ?

    Malo dan w karcie ? Przeciez menu zmienia sie codziennie, tak wiec trudno, aby bylo ich wiele - wowczas knajpa upadlaby po kilku tygodniach. Dajmy im troche czasu, moze rozwina skrzydla.

    Sama z checia wyprobuje, gdy tylko bede w Krakowie.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. odnośnie zdjęć, nie było nigdzie zakazu fotografowania, pan kelner podchodząc do naszego stolika nie zwrócił mi uwagi na to, że robienie zdjęć jest zabronione... sam wręcz zapytał 'też fotografujesz?' co bynajmniej nie oznaczało dla mnie zakazu fotografowania...

    a w kwestii dań w karcie, nie twierdzę, że ma być tam 30 pozycji. chodzi mi o kilka tart więcej, przecież spód do takowej jest taki sam, różnią się tylko składniki farszu. ucieszyłabym się jakbym miała do wyboru np 4 ciasta. oni z tego co zauważyłam wypiekają je na bieżąco więc nie powinno to chyba być problemem. Co do zup - nie czepiam się. dwie wystarczą choć w momencie kiedy ja przyszłam (koło godz. 16) nie miałam już wyboru i zupa była tylko jedna.

    spróbować warto, jak najbardziej, ja sama na pewno jeszcze raz do nich zaglądnę tak jak już napisałam w notce.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że rzeczywiście jak na codziennie zmieniające się menu ilość potraw była w sam raz. Dzięki temu ma się pewność, że dania są świeże i im nie zostają by zostać podanymi np. dwa dni później.

    Odnośnie zdjęć to tak jak napisała Magdalena, wypada zapytać. Moja koleżanka pyta się zawsze odkąd kiedyś wyrzucili ją z restauracji jak wyjęła aparat i zaczęła fotografować swoją sałatkę. Od tej pory pierwsze co robi to pyta czy nie będą mieli nic przeciwko zdjęciom.

    Ta knajpka wydaje się sympatycznym miejscem. Postaram się tam zajrzeć jak będę w Krakowie.

    OdpowiedzUsuń
  4. z wielką ciekawościa będę czytała takie wpisy o miejscach. o smakach. i choc może sama nigdy do tych miejsc nie dotrę.. to fajnie jest wiedziec więcej :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może moja wypowiedź zabrzmiała zbyt obcesowo, ale spieszyłam się pisząc komentarz.

    Moja wypowiedź jest pewnie naznaczona moimi paryskimi doświadczeniami; w wielu przybytkach kulinarnych właściciele nie pozwalają robić zdjęć, a już na pewno brak zapytania się właściciela lub menagera spotka się z odpowiednim (mało przyjaznym) przyjęciem - nie piszę w tym momencie o miejscach dla turystów, te rządzą się innymi prawami. Jakiś czas temu zresztą zrzymałam się na te zwyczaje na moim blogu - naprawdę wiele razy odmówiono mi zrobienia zdjęć (czy to w celu ochrony przed konkurencją, czy też prywatności - sama nie wiem), a zawsze pytam i mówię, że są robione w celu niekomercyjnym. Teraz je rozumiem - właściciele chcą dbać o włąsny wizerunek i mają prawo wiedzieć (przynajmniej teoretycznie), kto i po co robi zdjęcia.

    Co do "krótkiej" karty w menu - mnie akurat się wydaje, że to naprawdę dobry koncept. Jeżeli tylko stawiają na jakość, to nie ma innej możliwości przy karcie zmienianej codziennie, jak trzy - max cztery dania dziennie. Tym bardziej, że nie jest to wielki biznes, a mini restauracja, prowadzona w dużej mierze siłami rodzinnymi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam,

    Barista rozproszony aparatem,jest studentem fotografiki i stad pewnie zerkanie i zaciekawienie. Pozdrawiam, b

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś siedziałam w restauracji, a jakieś dwie pannice, zapewne blogerki, przyszły i bez pytania zaczęły robić zdjęcia w restauracji, przy okazji również nam gościom!Moim zdaniem dobre wychowanie nakazuje zapytać właściciela i gości o zgode! Również pracownicy boją się gdy ktoś robi zdjęcia w restauracji, bo moga miec potem problem z szefostwem! !Restauratorzy wkładają dużo pieniędzy w swój biznes i nie mają ochoty by ktoś ukradł im przepisy,receptury, pomysł na wystrój wnetrz, bądz zjechał ich menu na blogach.A skoro menu zmienia się codziennie to nie widze w tym nic złego, że nie obfituje w dużą ilość potraw. Ja stawiam na jakość, nie na ilość.

    OdpowiedzUsuń

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)