Cooking with Yellow Dog.

22:43 Kinga B. 1 Comments


Dwa tygodnie temu, 16 marca, uczestniczyłam w warsztatach kulinarnych w restauracji Yellow Dog w Krakowie. Tematem marcowych spotkań serii warsztatowej "Cooking with Yellow Dog" były azjatyckie zupy. W ciągu czterogodzinnego spotkania przygotowaliśmy 3 zupy: WONTON, TOM YUM i LAKSĘ. Po ugotowaniu każdej z nich zasiadaliśmy do stołu i spożywaliśmy nasze dzieła. Ale zacznijmy od początku...

Yellow Dog we własnej osobie :)

Warsztaty miały się zacząć o 9 rano. Jadąc na ulicę Krupniczą w tramwaju myślałam o tym jak będzie. A było super. :) Na udział w warsztatach zdecydowałam się, ponieważ kuchnia Dalekiego Wschodu jest mi całkowicie obca i stwierdziłam, że nigdzie nie dowiem się tyle, co z azjatyckiego źródła. Yellow Dog to bowiem nie tylko nazwa restauracji, ale przede wszystkim pseudonim jej właściciela i szefa kuchni. Jest Singapurczykiem, który z niezwykłym sentymentem i nostalgią w głosie opowiadał o tym jak m.in. jego mama 'rozgotowuje' wszelkie ryby, owoce morza i jarzyny w zupach, bo wychodzi z założenia, że wtedy oddają więcej smaku :) Niezwykle przyjemnie pracowało się pod jego czujnym okiem. Zupy gotowaliśmy w parach, a następnie zjadaliśmy nasze twory. Yellow Dog lawirował między naszymi stanowiskami, zaglądał w nasze garnki, sprawdzał smak zup, doradzał czego dodać więcej. Zupy moje i mojej warsztatowej partnerki bardzo mu smakowały. Mówił, że nie są tak ostre jak być powinny, ale że smaki są wyraźne, dobrze wyważone i że są naprawdę bardzo smaczne, co skutecznie łechtało nasze kuchenne ego. :)

Tworzy się farsz do pierożków :)

Kucharzenie zaczęliśmy od Wonton. Zupa prosta, nieskomplikowana, ale smaku dodają jej pierożki, które samodzielnie lepiliśmy. Do ugotowanego dla nas wcześniej wywaru dodaliśmy sos sojowy i ostrygowy oraz olej sezamowy, a na gotującą się zupę wrzucaliśmy pierożki z farszem z kurczaka, gotowaliśmy kilka minut i serwowaliśmy do miseczek. Ciekawy początek kulinarnej przygody azjatyckiej :)

Lepię pierożki do Wonton


Druga była Tom Yum. Nieco bardziej rozbudowany smak, ale tak samo prosta w przygotowaniu. Muszę się także w tym miejscu przyznać, że wtedy po raz pierwszy w życiu miałam do czynienia z surowymi krewetkami. Takimi z oczkami, wąsami i pancerzykami ;) Co do samej zupy, można z niej było wyłowić kawałki kurczaka, kalmary, wspomniane wcześniej krewetki, trawę cytrynową i liście limonki, kawałki pomidorów, galangal, chili, kolendra. Ze wszystkich trzech zup, ta smakowała mi najbardziej :)


Jako ostatnią gotowaliśmy Laksę. Przyznam szczerze, że była smaczna, ale może smakowałaby mi bardziej, gdybym nie wiedziała na czym się opiera ;) Podstawą zupy były krewetki. I kiedy mówię krewetki muszę zaznaczyć, że chodziło o CAŁOŚĆ krewetek ;) Najpierw obieraliśmy je z pancerzyków, na bazie których stworzyliśmy pastę. Pancerzyki razem z główkami smażyliśmy na oleju m.in. z posiekanym imbirem, trawą cytrynową, szalotką, cebulą, chili i suszonymi krewetkami. Brzmi nieźle, prawda? To wyobraźcie sobie, że wszystko to razem było później zmiksowane. Tak tak, pancerzyki i główki też! Zmiksowaną pastę smażyliśmy później do uzyskania wręcz brunatnego koloru (myślałyśmy, że ją spaliłyśmy, więc wyobraźcie sobie nasze zdziwienie, kiedy usłyszałyśmy 'o właśnie o taki kolor chodzi! możecie dodawać bulion!' ;) ), zalałyśmy bulionem, dodałyśmy swoją porcję mleka kokosowego, a następnie dodałyśmy krewetki, kolendrę, kawałek tofu i liście laksy. Zupę jedliśmy z makaronem ryżowym. I naprawdę mogłaby być na 5 z +, gdyby nie to, że na języku czuć było kawałki tych nieszczęsnych pancerzyków ;)



Ogólnie warsztaty były naprawdę fajne i w kwietniu mam zamiar wybrać się na zajęcia nudlowe ;) Atmosfera była luźna, podobało mi się to, że każdy mieszał w swoich garnkach i miał możliwość ugotowania czegoś naprawdę, a nie tylko obserwowania. Każdy z nas dostał fartuch i swoją prywatną łyżeczkę do testowania smaku, nikt nie miał problemu z próbowaniem czegoś z jednej miski. Do degustacji serwowane było specjalnie dobrane wino, a rozmowy kleiły się nadzwyczaj dobrze.  Swoją drogą czas przejść się do Yellow Doga jako standardowy klient i wypróbować kilku pozycji z menu :) Możecie się więc spodziewać jakiejś relacji i recenzji samej restauracji :) Jeśli będziecie z wizytą w Krakowie, zaglądnijcie na Krupniczą do Yellow Doga, na pewno nie pożałujecie, bo w potrawy tam gotowane wkładane jest serce i mnóstwo umiejętności :) Zresztą nawet my usłyszeliśmy, że gotowanie polega na smakowaniu, próbowaniu. Bez tego nie ma dobrego gotowania ;)


1 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Propozycja świątecznego obiadu II.

15:22 Kinga B. 0 Comments

Obiecałam, więc jest :) Tym razem polędwica wieprzowa. Z czerwonymi porzeczkami. Bez przydługich wstępów zapraszam od razu po przepis ;)


0 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Mini serniczki z żurawiną

12:19 Kinga B. 11 Comments


11 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Propozycja świątecznego obiadu I.

18:59 Kinga B. 4 Comments

Nie wiem jak u Was, ale w moim domu coraz częściej na świątecznym stole, oprócz tradycyjnych dań, pojawiają się potrawy nowoczesne, wykombinowane, można powiedzieć idące z duchem czasu. I tak kilka lat temu, oprócz faszerowanych jajek i żurku zajadaliśmy się m.in. roladą serową z pieczarkami czy też pasztetem z soczewicy. W minione Święta Bożego Narodzenia do ryb wszelakich moja mama przygotowała puree ziemniaczano-selerowe zamiast zwykłych ziemniaków. Przygotowałam sobie więc dwa warianty świątecznego obiadu. Oba proste i dość szybkie do przygotowania. Dziś prezentuję pierwszy z nich. Sposób na piersi kurczaka. Mogę się założyć, że połączenie smaków w roladkach nie jest odkryciem na miarę Nobla, ale na pewno na jakąś nagrodę zasługuje :) Ciekawa jestem czy zaserwowalibyście takie danie na świąteczny stół? :)


4 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Placuszki z serem ricotta

10:43 Kinga B. 7 Comments

Uwielbiam wszelakie placuszki i naleśniki śniadaniowe. Są sycące i smaczne. Mogą być podawane z wszelakimi dodatkami: z syropami, miodem, owocami, sosem czekoladowym lub po prostu oprószone cukrem pudrem. W sieci kilka razy natknęłam się na placki na serku ricotta. Zachwytom nad nimi nie było końca, więc, pomimo braku jakiejś szczególnej przyjaźni między mną a tymże serem, postanowiłam je w końcu przyrządzić. I co mogę o nich powiedzieć? Są niezwykle puszyste i lekkie. O delikatnej konsystencji sernika. Jednak przeszkadza mi w nich mączny posmak. Nie wiem czy to wina ricotty, czy samej mąki, choć tej drugiej akurat nie ma w nich wiele. Uczucia mam mieszane, więc żeby się upewnić co do tego, czy się polubimy czy nie, zrobię je jeszcze raz ;) I wtedy będę mogła się ostatecznie określić, czy jestem na tak, czy na nie. ;)


Placuszki z serem ricotta i syropem truskawkowym Paola
Składniki (na ok. 10-12 placuszków):
  • 130 g serka ricotta
  • ok 60 ml mleka
  • 1 jajko
  • 50 g mąki
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • syrop truskawkowy (lub o innym smaku) Paola do podania
  • cukier puder do oprószenia
  • olej rzepakowy do smażenia

Sposób przygotowania:
Żółtko oddzielić od białka. Zmiksować dokładnie ricottę z mlekiem i żółtkiem, a następnie dodać mąkę i proszek do pieczenia i delikatnie wymieszać. Białko ubić na sztywną pianę i dodać do masy serowej. Na patelni rozgrzać olej i nakładać porcje ciasta łyżką. Smażyć obustronnie do uzyskania złocistego koloru. Przed podaniem oprószyć cukrem pudrem i polać syropem.

SMACZNEGO!


7 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Quiche z kurczakiem i pieczarkami.

11:51 Kinga B. 3 Comments

Ostatnia wizyta w Pizza Hut i degustacja pizzy Pollo con Funghi zachęciła mnie do tego, żeby połączenie smaków z drożdżowego placka przenieść do tartaletek z kruchego ciasta. Postanowiłam przygotować quiche z kurczakiem i pieczarkami, dodając do masy jajecznej zielone pesto. Dzięki temu danie nabrało smaku i aromatu bazylii. Moje quiche jak zwykle w wersji mini, bo nie trzeba się bawić w porcjowanie, a poza tym samo wyklejanie foremek też jakoś lepiej mi idzie w mniejszym wydaniu ;) 


3 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Wyniki konkursu z Paolą :)

21:32 Kinga B. 1 Comments

Moi Drodzy :) Zgłoszeń do konkursu było co prawda niewiele, ale te, które się pojawiły, pozwoliły mi się przenieść myślami do Waszych czasów dzieciństwa. Tak jak się spodziewałam, w większości domów królował sok malinowy. Nic dziwnego, bo również i w mojej piwnicy półki zastawione były litrami malinowego syropu. 
Nagrodzić bym chciała jak zwykle wszystkich, ale nagród jest tylko 6... Czytałam więc Wasze historie kilka razy, żeby być pewną swojego wyboru i oto wybrane komentarze:

I miejsce - Kasia
Jak zobaczyłam ten konkurs to nie miałam wyjścia, muszę się tu wypowiedzieć! ;) Teraz już dorosła, kochająca gotować, lubię wracać myślami do 'początków'. Czyli do ogromnej kuchni mojej babci w starej kamienicy! Ah co to były za czasy. To tam z moją kochaną babcią upiekłam pierwszy placek, który do dziś nie wiem dlaczego nazywa się w moim domu węgierskim. Mimo, że dom babci nie był na drugim końcu Polski i widywałam się z nią dość często (teraz nawet częściej! ;) ) to każda wizyta u niej była odkrywaniem. Były duże pokoje, długie i wysokie (a może to tylko dziecięca perspektywa?), łazienka, w której zawsze na Gwiazdkę pływały karpie i bawiliśmy się z nimi z kuzynem. Był też pokój dziadka, w którym trzymał swój przedwojenny rower i z namaszczeniem o niego dbał. Ale najwspanialsze przygody przeżywało się w kuchni. Była jasna, z dużym starym piecem i co najważniejsze ze spiżarnią, którą tak bardzo chciałabym kiedyś mieć! :) I to stąd pochodzą moje najlepsze kulinarne wspomnienia z dzieciństwa! Bo oprócz tego, że mogłam z babcią piec i gotować, szperać i chować się w spiżarni, to tylko u babci piłam napój przygotowany z syropu... Dziś gdy wybieram dżem, syrop czy jogurt, jednym z kryterium wyboru jest kolor :P musi być czerwony. Czyli w grę wchodzą takie smak jak wiśnia, truskawka czy malina. Natomiast jak byłam mała to u babci był syrop BRZOSKWINIOWY! To zdecydowanie jest smak mojego dzieciństwa, tych momentów kiedy rodziła się moja miłość to spędzania czasu w kuchni. Do teraz ten smak pamiętam a co lepsze, babcia nadal zaopatruje się w syrop brzoskwiniowy i gdy tylko jest okazja przenoszę się w tamte czasy za pomocą kubka z chłodnym i orzeźwiającym napojem... W tej chwili rozmarzona dziękuję organizatorom konkursu, że dzięki nim zamknęłam oczy i z uśmiechem na twarzy przewijam w pamięci dawne sytuacje. Czy jest coś piękniejszego niż wspomnienia? Dobrze, że umysł dba o nasze dobre samopoczucie zatrzymując to co dobre w naszej pamięci! :) syrop brzoskwiniowy zawsze spoko, zachowuje w sobie to co najlepsze, od smaku po wspomnienia! :) 

II miejsce - Anutek
Wisnie i ich nieziemski, ciezki, ulepkowato-cierpki zapach przynosza mi zawsze wspomnienie produkcji domowego soku wisniowego, kiedy bylam mala dziewczynka. 
Wisnie, ooo cale wiadro wisni, przyjezdzaly z rodzinnej wiochy mojej mamy zeby rozpanoszyc sie w calym naszym blokowiskowym mieszkaniu. Wisnie staly w kuchni, kapaly sie w wannie, pietrzyly pelnymi sloikami w przedpokoju.. 
Caly proces produkcji byl fascynujacy dla malej dziewczynki ale najwieksza niesamowitoscia, wynalazkiem z innego swiata, sredniowieczna maszyna tortur i tajemnica nieogarnieta byla ona - wielka, metalowa, zgola przedpotopowa... DRYLOWNICA do wisni :) Wisnie drylowalo sie w niej pojedynczo i trwalo to calymi godzinami a krwawa wisniowa posoka lala sie wokol strumieniami. Moglam przygladac sie temu cale wieki a czasem i mnie pozwolono pozbyc sie jakiejs pesteczki :)
Kocham zapach wisni

III miejsce - Renata D.
Dla mnie dzieciństwo kojarzy się nierozłącznie z malinowym syropem Paola. Zawsze u nas w domu był ten syrop i był wykorzystywany absolutnie do wszystkiego. Często na śniadanie mama robiła mi kaszkę mannę koniecznie polaną syropem malinowym. Na deser mama robiła domowy budyń waniliowy, podawała go w pucharkach a na wierzchu malowała esy floresy słodkim, czerwoniutkim syropem. Czasami był także pyszny kisiel zrobiony na syropie z dodatkiem ulubionych owoców. Ja zawsze robiłam sobie mieszankę wszystkich owoców jakie tylko były pod ręką. Latem jedliśmy lody polane syropem, albo sorbety z dodatkiem malinowego przysmaku. Uwielbiałam zlizywać roztapiające się lody ze swoich dłoni, które później kleiły się strasznie. Obowiązkowo do każdego posiłku latem piliśmy wodę z syfonu z sokiem malinowym. Uwielbiałam wpatrywać się w uciekające do góry różowe bąbelki i wsłuchiwać się w przyjemny psssssyyyyyyyttt. Latem dodawaliśmy do wody jeszcze zmrożone maliny, wtedy smak napoju był podwójnie malinowy.
Moja mama często jadła chleb posmarowany syropem malinowym, smakował wybornie, takie kromeczki świeżego chleba były lepsze niż wymyślne kanapki z wędliną, serem i innymi dodatkami. Mój tato za to dodawał syropu malinowego do herbaty, w takich ilościach, że herbata miała rubinowy kolor i była bardzo słodka. Ja również uwielbiałam herbatkę z syropem malinowym, szczególnie kiedy byłam chora piłam taką herbatę hektolitrami. Tato nie przepadał za słodyczami, ale nie mógł się obejść bez herbaty z dodatkiem syropu malinowego.
Pamiętam jak latem mrówki wchodziły nam do domu i wspinały się po butelce aby dostać się do słodkiego syropu. Trzeba było uważać żeby potem żadnej nie zjeść. Nie mogliśmy dać sobie z nimi rady, bo tak je ciągnęło do słodziutkiego syropu. Różne odstraszające aerozole czy granulki nie działały, domowe sposoby takie jak proszek do pieczenia również nie podziałał, ale jednak mama któregoś dnia wstawiła butelkę z syropem do miski napełnionej wodą. Tego niestety biedne mrówki nie umiały obejść i niektóre w poszukiwaniu słodkości skończyły swój żywot. Czasem znajomi się dziwili czemu trzymamy butelkę w misce z wodą, ale szybko przekonali się, że innego wyjścia nie ma. :) Nasze domowe zwierzęta też bardzo za nim przepadały, koty wylizywały każdą słodką kroplę, która przypadkiem skapnęła gdzieś na podłogę lub blat kuchenny. Często także starały się wylizywać szyjkę butelki, wtedy rodzice chowali ją go szafki a ja biedna musiałam się wspinać po taborecie aby ją dostać (butelkę oczywiście :)).
Do dziś dzień syrop Paola zawsze jest w moim domu. Mój mąż uwielbia pić go pomieszanego z gazowaną wodą mineralną. Ja wykorzystuję go często w kucharzeniu - rozcieńczonym syropem nasączam biszkopt, robię galaretkę z syropu lub dodaję do koktajli bądź zup owocowych. Przebojem stały się kostki lodu z zamrożonego syropu - dodane do drinka nie dość, że ładnie wyglądają jak kosteczki się rozpuszczają to jeszcze przełamują smak alkoholu swą słodkością. Mój mąż przygotowuje tzw "wściekłe psy" z dodatkiem syropu malinowego i kroplą tabasco.
Teraz kupujemy syrop Paola tylko w dużych 3 litrowych butelkach aby na dłużej wystarczył, chociaż i tak po tygodniu już mało co go zostaje. :)


Wyróżnienia otrzymują:
Gośka, Agateq i Muffinka :)

Dziękuję wszystkim za udział w konkursie, Zwyciężczyniom gratuluję i czekam na odpowiedź mailową z danymi do wysyłki nagród! :)


1 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Jajko w koszulce na grzance.

20:34 Kinga B. 8 Comments

Zbliżają się Święta Wielkanocne, a wraz z nimi szał jajeczny. Mam wrażenie, że w czasie Wielkanocnym to właśnie jajko gra pierwsze skrzypce na wszystkich stołach. Pojawiają się na nich jajka faszerowane, z majonezem, dodaje się je do świeżo startego chrzanu, pływa w żurku. Można powiedzieć, że jajo to król Wielkanocy. Postanowiłam więc, że w tym roku podam jajko w wersji wykwintnej. Nie jest sztuką wrzucić jajko do wody i ugotować je na twardo. Większej gimnastyki wymaga gotowanie jaj na miękko. Ale prawdziwym wyczynem i akcją specjalną było dla mnie zrobienie jajka w koszulce. W miniony weekend odwiedziła mnie mama. Chciałam zrobić dla niej coś wyjątkowego i pysznego. Miało być pyszne śniadanie i wymyśliłam sobie jajko w koszulce. Przygotowałam więc garnek z wodą i octem, miseczkę z zimną wodą, łyżkę cedzakową, ściereczkę do osuszenia jaja, kokilkę i samego sprawcę całego zamieszania - jajko. Cała ta zabawa musiała wyglądać komicznie, bo mówiłam do garnka i stojącego obok jajka, że nie mogą mnie zawieść, bo przecież do dla mamy! Prośby podziałały, jajo się udało i zrobiło wrażenie :) Ja sama jadłam koszulkowe jajko po raz pierwszy i bardzo mi smakowało. Pomyślałam, że w nadchodzące Święta będzie to miła odmiana dla podniebienia :)


Jajko w koszulce na grzance.
Składniki (na 1 porcję):
  • 1 duże jajko
  • 1 kromka ciemnego pieczywa
  • rukola
  • 1 duży plaster pomidora
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 łyżka oleju rzepakowego
  • 2 łyżeczki musztardy
  • sól, pieprz

+ w pogotowiu miseczka z zimną wodą, łyżka cedzakowa i czysta ściereczka bawełniana :)
odrobina octu (ok. 1 łyżka na litr wody)
Sposób przygotowania:
W garnku gotujemy wodę z dodatkiem octu. Kromkę chleba wypiekamy w opiekaczu lub na suchej patelni, można posmarować ją masłem. Układamy na niej rukolę i pomidora. Sok z cytryny, olej, musztardę energicznie mieszamy trzepaczką do otrzymania jednolitego sosu, doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Wszystko przygotowujemy wcześniej, żeby później całą uwagę poświęcić jajku. Jajko wbijamy do małej kokilki i wrzucamy je z małej wysokości do garnka. Zaczynamy tworzyć delikatny wir wodny zwykła łyżką, dzięki czemu białko otuli żółtko. Według informacji, które wyczytałam w internecie, jajko powinno się gotować ok 2-3 minuty. Żeby ocenić, czy jajko jest już gotowe, wyciągamy je na chwilę z wody za pomocą łyżki cedzakowej i delikatnie naciskamy. U mnie za pierwszą próbą białko na zewnątrz pękło i zaczęło wylewać się to nie ścięte ze środka, dlatego wrzuciłam je jeszcze na chwilę do wody. Po ugotowaniu włożyłam jajo na kilka sekund do zimnej wody a następnie osuszyłam na ściereczce. Osuszone jajko przekładamy delikatnie na grzankę i polewamy sosem, oprószamy świeżo zmielonym pieprzem.

SMACZNEGO!


PS. Przypominam o trwającym konkursie, o tu. (:

8 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Kremowa kaszka manna z mango w syropie brzoskwiniowym. | KONKURS! :)

14:33 Kinga B. 16 Comments

Dzisiejsza notka wciąż pozostaje w temacie wspomnień z dzieciństwa. Nie wiem jak Wy, ale od wielu lat niezmiernie uwielbiam 'kupną' delikatną kaszkę mannę. Jest idealna na śniadanie czy lekką kolację, a nawet na podwieczorek. Polana słodkim sokiem lub z dodatkiem ulubionej konfitury smakuje wybornie. Postanowiłam przygotować podobną w domu. Przecież taka kremowa kaszka manna nie może być wyczynem ekstremalnym ;) Minęło jednak troszkę czasu zanim udało mi się ustalić odpowiednie proporcje. Ale udało się. W efekcie w ciągu kilku minut można przygotować kremową kaszkę o idealnej konsystencji, intensywnie waniliową i po prostu pyszną. Żeby dodać jej nutki nowości i nie zjadać jej z konfiturą wiśniową czy dżemem truskawkowym, kaszkę zaserwowałam z dojrzałym mango skąpanym w syropie brzoskwiniowym Paola. Dziś, z okazji Dnia Kobiet, zafunduję sobie odrobinę rozpusty i przygotuję ją na kolację ;) A wszystkim Paniom, odwiedzającym Yummy Lifestyle życzę częstego uśmiechu na twarzy i samych słonecznych dni! :)))


Kremowa kaszka manna z mango w syropie brzoskwiniowym
Składniki (na 2 porcje):
  • 1,5 szklanki mleka 3,2%
  • 0,5 szklanki śmietanki 30%
  • 0,5 laski wanilii
  • 1 łyżka cukru waniliowego
  • 2,5-3 łyżek kaszy manny
  • 1 dojrzałe mango
  • kilka łyżek syropu brzoskwiniowego Paola

Sposób przygotowania:
Mleko wymieszać ze śmietanką. Odlać pół szklanki mikstury, resztę podgrzać z przekrojoną wzdłuż wanilią. Kaszkę i cukier wymieszać z odstawionym mlekiem, a następnie dodać do gotującego się mleka waniliowego (po uprzednim 'wyłowieniu' laski wanilii ;) ). Stale mieszając gotować na niewielkim ogniu przez kilka minut. Podawać z mango pokrojonym w niewielką kostkę wymieszanym z syropem brzoskwiniowym.

SMACZNEGO!


Uwaga! Ogłaszam KONKURS! :))) 
Ostatnie dwa wpisy, jak pewnie zauważyliście, dotyczyły kulinarnych wspomnień z dzieciństwa. I mimo, że już niedawno był podobny konkurs, to właśnie takich wspomnień dotyczyć będzie konkursowe zadanie, ze względu na to, że marka syropów Paola nawiązuje do rodzinnego ciepła :)
A oto zasady:
1. Konkurs trwa od dziś do niedzieli 17.03 (do godz. 23:59)
2. Zadanie konkursowe polega na odpowiedzi na pytanie: "Który smak syropów Paola przypomina Wam dzieciństwo i dlaczego". Mile widziane niekonwencjonalne podejście do tematu :)
3. Odpowiedzi należy umieszczać w komentarzu pod notką, zostawiając także adres e-mail. Komentarze bez kontaktu e-mailowego nie będą brane pod uwagę w konkursie.
4. Organizatorem konkursu jest Yummy Lifestyle, a sponsorem nagród marka Paola.
5. Zwycięzcy będą wybrani na podstawie subiektywnej oceny wszystkich zgłoszeń.
6. Nagrodami w konkursie są:
I miejsce: książka Sigrid Verbert "Smakowite prezenty" + zestaw 2 syropów Paola
II miejsce: książka Carli Barda "Czekolada. 140 pysznych przepisów" + zestaw 2 syropów Paola
III miejsce: książka Nigela Slatera "Tost. Historia chłopięcego głodu" + zestaw 2 syropów Paola
+ dla 3 wyróżnionych osób zestawy 2 syropów Paola.
7. Zwycięzców wybiorę w ciągu 3 dni od zakończenia konkursu czyli do środy, 20.03, skontaktuję się z Nimi osobiście za pomocą maila. Na dane do wysyłki będę czekać przez kolejne 4 dni, czyli najpóźniej do 24.03.
8. Dane adresowe zostaną przekazane do Biura Prasowego Sponsora, które będzie się zajmować wysyłką nagród. 
9. W razie niejasności proszę o wysyłanie pytań na adres e-mail : konkurs.yummylifestyle@gmail.com

16 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Domowy budyń waniliowy z syropem malinowym.

17:38 Kinga B. 5 Comments

O jakim daniu myślicie, gdy przypominacie sobie czasy przedszkolne? Mnie niestety pierwsza na myśl przychodzi znienawidzona zupa mleczna. Gdy na talerzu na śniadanie pojawiała się ona, na mojej twarzy momentalnie malowało się niezadowolenie. Nie pamiętam jej smaku, ale dobrze wiem, że nie raz płakałam nad talerzem. Po mlecznej zupie jest duża luka i nie pamiętam nic. Musi to chyba oznaczać, że jedzenie nie odznaczało się niczym szczególnym i było po prostu zjadliwe. A później myślę o budyniu. Waniliowym, z malinowym syropem. Ten, w przeciwieństwie do zupy mlecznej, mogłam zjadać w podwójnej porcji, bez poganiania. Ostatnio naszła mnie ochota na dobry budyń i pomyślałam: dlaczego nie zrobić go samodzielnie, od podstaw? Zaglądnęłam do kilku książek, porównałam przepisy w sieci i po Miksturę wstało takie cudo. Gęsty, kremowy, mocno waniliowy, z dodatkiem białej czekolady, polany syropem malinowym. Do budyniu dodałam syrop firmy Paola. To połączenie przywołało błogie lata dzieciństwa i uśmiech na twarzy :) Jeśli chcecie się cofnąć w czasie, wypróbujcie przepis :))


Budyń waniliowy z białą czekoladą i syropem malinowym.
Składniki (na 2 porcje):
  • 2 szklanki mleka
  • 1/2 laski wanilii
  • ok. 50 g białej czekolady
  • 1 łyżka masła
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 żółtka
  • opcjonalnie 1-2 łyżeczki cukru waniliowego
  • kilka łyżek syropu malinowego Paola do podania

Sposób przygotowania:
1,5 szklanki mleka wlać do rondelka. Wanilię przekroić wzdłuż, wydrążyć ziarenka i dodać wraz ze 'skórką' do mleka, podgrzać. W ciepłym mleku rozpuścić mleko i czekoladę. (Jeśli lubisz bardzo słodkie desery dodaj cukier waniliowy, jeśli wolisz mniej słodkie, biała czekolada wystarczająco osłodzi budyń :) ) Mąkę rozmieszać z pozostałym mlekiem i żółtkami. Miksturę dodać do gotującego się mleka, zmniejszyć moc palnika i cały czas mieszając pogotować kilka minut, aż budyń zgęstnieje. Gotowy przelać do przepłukanych zimną wodą miseczek lub szklanek i polać syropem.

SMACZNEGO!


Śledźcie uważnie bloga, bo wkrótce pojawi się konkurs, w którym do wygrania będą 3 ciekawe książki i zestawy syropów Paola :)

5 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)