Kochana mamo, gdy będę duży... | Mini pavlova z rabarbarem.

11:05 Kinga B. 3 Comments


Za tydzień przypada jedno z ważniejszych moim zdaniem świąt w polskim kalendarzu, Dzień Matki. Należy się tym naszym Mamom szczególny dzień (powiedziałabym nawet, że przydzieliłabym ich takich dni kilkanaście), bo bycie matką to ciężka praca (nie żebym miała jakiekolwiek doświadczenie w tej materii). 
Każda mama jest bez wątpienia wyjątkowa, bo jest mamą swojego niepowtarzalnego dziecka. Nie mogę nikogo przekonywać, że moja mama jest najlepsza na świecie (mimo tego, że jest ;) ), bo zdecydowana większość ludzkości mogłaby się tak nawzajem przekonywać do końca świata i jeden dzień dłużej.
Mogę jednak z ręką na sercu stwierdzić, że moja mama jest jedyna w swoim rodzaju. Nad naszą relacją pracowałyśmy kilka długich lat, nie raz atmosfera między nami była tak gęsta, że można było noże wieszać w powietrzu. Ale jakiś czas temu doszłyśmy w końcu do porozumienia (a może po prostu ja nareszcie zakończyłam swój burzliwy okres dojrzewania) i mogę teraz z ręką na sercu powiedzieć, że moja mama to jedna z moich najlepszych przyjaciółek.
Jej wyjątkowość tkwi w wielkich rzeczach:
  • wychowuje mnie i opiekuje się mną samodzielnie przez całe moje życia a nawet 9 miesięcy dłużej;
  • jej cierpliwość do mnie była/jest (prawie) jak never-ending story;
  • wierzy we mnie, moją pasję, jest ze mnie dumna gdy ciężko pracuję i w przenośni tłucze po głowie kiedy ewidentnie coś robię nie tak;
Ale też i w małych szczegółach:
  • narzeka na swoje perfekcyjne nogi i mówi, że jest gruba, mimo, że koło prawdy to nawet nie przeszło
  • pije ze mną wino i podaje chusteczki przy komediach romantycznych (zaraz po tym jak sama zużyje pół pudełka ;) )
  • wygląda jak moja odrobinę tylko starsza siostra
  • czasem ma tak samo niedorzeczne pomysły i zachowania jak ja.
No a przede wszystkim urodziła, wychowała, wspierała, przytulała, głaskała, karmiła, sprowadzała do pionu, czasem krzyknęła, woziła na i z pierwszych imprez, chroniła i wyprowadziła na ludzi tak niesforną istotę jak ja. Należy jej się za to pomnik albo nawet i 3! I mimo tego, że czasem się niemożliwie czepia za kilka nieumytych kubków i talerzy, mówi, że jestem okropną bałaganiarą (co niestety jest prawdą), nazywa mnie śmierdzącym leniem (co w sumie też nie jest kłamstwem) i przewraca (dość często) oczami na moje zachowanie, to i tak ją kocham i jest Mamą Nie Do Zastąpienia. Jedyną jej wadą jest to, że nie lubi słodyczy, więc moja próba Pavlovej nie nadaje się na prezent z okazji jej święta, ale może Wasze Mamy są łasuchami i przepis Wam się przyda w następny wtorek :)


Mini Pavlova z rabarbarem i pistacjami
Składniki (na 5-6 porcji):
  • 4 białka z dużych jaj
  • 200 g cukru pudru
  • 1 płaska łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka soku z cytryny/limonki
  • 400 ml dobrze schłodzonej śmietanki 30%
  • 6-7 łodyg rabarbaru 
  • 2 łyżki brązowego cukru
  • 3-4 łyżki soku z cytryny/limonki
  • mała garść łuskanych pistacji


Sposób przygotowania:
Białka ubijamy na sztywno w metalowej misie (można ją wcześniej przetrzeć wacikiem nasączonym octem, aby usunąć wszelkie zanieczyszczenia czy osad, aby piana sprawnie się ubiła). Następnie, dalej ubijając, dodajemy stopniowo cukier puder. Pod koniec ubijania dodajemy mąkę ziemniaczaną i sok z cytryny. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Blachę wykładamy papierem do pieczenia, rysujemy na niej okręgi o śr. ok 8-10 cm pozostawiając między nimi "bezpieczne" odstępy. Na okręgi wykładamy bezę, wkładamy do piekarnika i zmniejszamy temperaturę do 150 stopni. Bezy suszymy ok. 30-35 minut. Po tym czasie wyłączamy piekarnik i zostawiamy w nim bezy na kolejne 30 minut (nie otwierając piekarnika). W międzyczasie przygotowujemy rabarbar. Łodygi opłukujemy, kroimy je na podłużne kawałki. Na patelni karmelizujemy cukier, dodajemy sok z cytryny/limonki. Następnie dodajemy rabarbar i dusimy pod przykryciem aż zmięknie i odda trochę soku. Przed podaniem ubijamy na sztywno schłodzoną kremówkę (można dodać kilka łyżeczek cukru pudru), wykładamy ją na ostudzone bezy, na wierzchu układamy rabarbar i posypujemy posiekanymi pistacjami.

SMACZNEGO!


3 komentarze :

  1. Kochanie!!!!
    Dziękuję Ci bardzo za tak obszerny wpis poświęcony mojej osobie, łezka mi się w oku kręci
    Wiesz jak BARDZO CIĘ KOCHAM

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja Mama by takiej bezie nie odmówiła z pewnością :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejciu Kingusia, to było takie pyszne *.*

    OdpowiedzUsuń

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)