sobota, 30 sierpnia 2014

Miłość od pierwszego spojrzenia. / Risotto dyniowe na nadchodzącą jesień.

Są rzeczy, które chcemy mieć, gdy tylko je zobaczymy. Są osoby, które od pierwszego spotkania robią na nas tak duże wrażenie, że chcemy przebywać w ich towarzystwie tak długo, jak tylko jest to możliwe i myślimy o nich dniami i nocami. Są książki, które przyprawiają o dreszcz emocji po samej lekturze opisu na tylnej okładce. Są dania, które od pierwszego kęsa czy nawet zapachu wprowadzają w błogi stan. Są też miasta, które od pierwszego spojrzenia powalają na kolana, oczarowują mieszanką kontrastowych miejsc, ludzie onieśmielają swoją różnorodną urodą a wszystko razem sprawia, że chciałbyś w tym mieście mieszkać... 
Wiele lat myślałam, że takie wrażenie zrobi na mnie Nowy Jork. Widziane tyle razy na filmach, w serialach, opisane w niejednej książce, wydawało się miejscem dla mnie. Lubię duże miasta, bo dają mi większe poczucie anonimowości. Jednak po pierwszej wizycie w NYC nie było wielkiego wow. Owszem, zrobiło na mnie duże wrażenie, łezka zakręciła się w oku, ale chyba głównie przez to, że tak długo chciałam się tam znaleźć, że niedowierzanie wzięło górę nad rozsądkiem. I owszem, jest wiele pięknych miejsc w Wielkim Jabłku, jest całe mnóstwo kontrastowych ludzi, ale czegoś mi brakowało, aby pomyśleć: tak, to miejsce dla mnie.
 Jednak będąc za Wielką Wodą odnalazłam miasto, w którym się zakochałam. Miasto, które na samą myśl o nim przyprawia o uśmiech. Miasto, które mimo tylko godzin spędzonych w nich, wydaje się idealne dla mnie. I o dziwo nie jest to miejsce na mapie Ameryki, które wydawało się do tej pory moim El Dorado, choć wcale nie od niej daleko. 
Od pierwszego spojrzenia zakochałam się w Toronto. Wybraliśmy się do niego prosto z Niagara Falls. Ze względu na to, że lekko nam się posnęło a nasz kierowca obudził nas gdy byliśmy już w mieście, nie widziałam panoramy Toronto nocą, ale zgaduję, że musiała być piękna. Pierwsze co zobaczyłam po przebudzeniu to centrum biznesowe. Było jakby martwe, bo na ulicy nie było żywej duszy, ale tysiące świateł w oknach wieżowców czarowały jak nic innego. Zaraz potem zobaczyliśmy CNTower, a później były już dziesiątki pięknych kamieniczek, klimatycznych knajpek i barów. Przeżyliśmy spotkanie z szopem, spanie w samochodzie i wiele innych śmiesznych przygód. Oglądaliśmy panoramę miasta w CNTower i poszczególne uliczki przez okna samochodu. Nie spędziłam w Toronto zbyt dużo czasu, bo zaledwie kilka godzin, ale miasto zrobiło na mnie takie wrażenie, że od pierwszej minuty mówiłam, że chcę tam mieszkać. Piękni ludzie, mnóstwo rowerów, czystość, spokój w wielkim mieście (jak to możliwe?!), tramwaje!! i widoki na jezioro. To wszystko sprawiło, że Toronto jest dla mnie numerem jeden!
§-§-§
Poza zakochiwaniem się w miejscach, zakochuję się także w niektórych cenach produktów dostępnych w Ameryce. Pomijając ubrania, które są śmiesznie tanie, ceny niektórych produktów spożywczych są tak niskie, że aż szkoda ich nie kupić. Do najtańszych na pewno nie należą zioła i jabłka (cena za 1 funt to ok. $1.5-2.00), nie skusiłam się też na łososia (za 150 g wędzonej ryby trzeba zapłacić ok $6). Natomiast w powalającej cenie są banany ($.49 za funt), kilogram cukru trzcinowego można dostać za ok $2. Tania była także dynia, którą wykorzystałam do risotto dyniowego na jesienne dni. Przepis wykorzystam w Polsce nie raz, bo risotto wyszło obłędne :)
Risotto dyniowe z boczkiem i szałwią
Składniki:
  • 1 duża szklanka ryżu Arborio
  • 1/2 dyni piżmowej
  • 1 szklanka puree z dyni
  • 1 i 1/2 szklanki bulionu warzywnego/drobiowego
  • 200 g boczku
  • 1 cebula
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 1/2 szklanki świeżo startego parmezanu
  • 1-2 łyżki oleju rzepakowego
  • 1-2 gałązki szałwii
  • sól, pieprz, oregano, ostra papryka
Sposób przygotowania:
Dynię obieramy, kroimy w niedużą kostkę. Czosnek i cebulę obieramy, szklimy na rozgrzanym oleju, po chwili dodajemy pokrojony w drobną kostkę boczek, podsmażamy. Dodajemy ryż, podsmażamy przez kilka minut, aby stał się szklisty i lekko przezroczysty. Dodajemy dynię, podsmażamy przez chwilę. Puree z dyni z mieszamy z bulionem, dodajemy stopniowo do ryżu. Gotujemy na niewielkim ogniu, co jakiś czas mieszając i pilnując, aby ryż się nie przypalił. Przed dodaniem ostatniej porcji dyniowej mikstury całość doprawiamy solą i pieprzem do smaku, dodajemy ostrą paprykę, oregano i posiekaną szałwię. Dodajemy starty parmezan i odstawiamy na kilka minut. Przed podaniem oprószamy ostrą papryką, posypujemy odrobiną sera i dekorujemy listkami szałwii.

SMACZNEGO!

czwartek, 28 sierpnia 2014

Snickers cupcakes


Dzień mojego wyjazdu do USA był szalony. Wstałam o 8 rano, mimo, że wylot z Krakowa miał być o 13. Do czasu wyjścia z domu zdążyłam przepakować trochę walizkę, 10 razy sprawdziłam czy mam wszystkie potrzebne dokumenty, czy oby na pewno spakowałam ładowarkę do komputera/aparatu/telefonu, czy szczoteczka do zębów jest na wierzchu i czy wzięłam wszystko co potrzebuję. Oprócz tego o 8:30 miksowałam krem do cupcake'ów, żeby chwilę później ostatni raz przed wyjazdem wziąć aparat do ręki i zrobić zdjęcia do notki 'na zapas'. I teraz właśnie ten zapas nadszedł, a wraz z nim przepis na obłędne cupcake'i inspirowane Snickersem. Jest czekolada, karmel i orzeszki, a do tego mnóstwo uroku i powalający smak. A na krótkie zakończenie powiem, że może i nie chcę wracać do Polski (choć do tego został mi jeszcze miesiąc), ale za swoją kuchnią tęsknię niemożliwie. Pomysły w mojej głowie piętrzą się niesłychanie, a w Krakowie kurzy się KitchenAid. Możecie więc być pewni, że od października wracam z podwójną siłą do gotowania i blogowania ;)


Snickers cupcakes
Składniki:
  • 2 szklanki mąki pełnoziarnistej
  • 2/3 szklanki cukru trzcinowego
  • 2 jajka
  • 1 mały jogurt naturalny
  • 2/3 szklanki oleju rzepakowego
  • 1 i 1/2 tabliczki deserowej czekolady
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 opakowanie serka mascarpone (250 g)
  • 1/2 tubki skondensowanego mleka o smaku karmelowym
  • kilka łyżek orzeszków w karmelu
Sposób przygotowania:
Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy cukier i proszek do pieczenia. Dolewamy mokre składniki (olej, jogurt, jajka) oraz roztopioną w kąpieli wodnej tabliczkę czekolady i mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Ciasto dzielimy do foremek, pieczemy przez ok 45-50 minut w temperaturze 180 stopni, studzimy. Serek mascarpone miksujemy z mlekiem skondensowanym, kremem ozdabiamy ostudzone muffiny. Wierzch polewamy roztopioną w kąpieli wodnej resztą czekolady i posypujemy posiekanymi orzeszkami w karmelu.

SMACZNEGO!


środa, 20 sierpnia 2014

Niagara Falls. / Hummus buraczkowy.

Na mapie odwiedzonych przeze mnie krajów mogę zaznaczać kolejny. Wyjeżdżając do USA wiedziałam, że koniecznie muszę zobaczyć Niagara Falls, ale nie spodziewałam się, że przy okazji przekroczę kanadyjską granicę, zobaczę miasto, w którym zakocham się od pierwszego spojrzenia, na ulicy spotkam olbrzymiego szopa, będę spała w samochodzie między domkami jednorodzinnymi a blokiem i będę tak szczęśliwa. Ale od początku. Z końcem lipca, podczas jednej z wieczornych posiadówek przy piwku jeszcze na terenie college'u (w minioną środę przenieśli nas do hotelu) padł pomysł wyprawy nad Wodospad Niagara. Wyprawy nie takiej zwyczajnej bo na kilka samochodów. Wysłałam od razu prośbę o dwa dni wolne, kilka dni później została ona zaakceptowana i już myślałam jak to będzie. 17 osobowa ekipa, rozlokowana w trzech samochodach - brzmi ciekawie. Jak się domyślacie, ogarnięcie chaosu, jakim była wycieczka takiej grupy, nie było łatwym zadaniem. Do samego końca nic nie było pewne, oprócz tego, że jedziemy. I tak w minioną niedzielę wsiedliśmy w wypożyczone samochody, załadowaliśmy mapy, uruchomiliśmy GPSy i wyruszyliśmy w najzabawniejszą jak dotąd wyprawę mojego życia. Trasa zaowocowała w dziesiątki niespodzianek takich jak cofanie na autostradzie, stanie w olbrzymim autostradowym korku do Toronto o 1 w nocy, niezmienne zdziwienie, że za 40$ można zatankować pełny bak paliwa.


Do Niagara Falls dotarliśmy po kilku długich godzinach jazdy. W tym miejscu powiem, że z mojego punktu widzenia szkoda tracić czas na amerykańską stronę (może oprócz tarasu widokowego). Niewiele z niej widać, a to co widać nie robi wrażenia. Sprawa wygląda inaczej ze strony kanadyjskiej. Ale. Szczerze powiedziawszy spodziewałam się większego wow. Owszem, wodospad wygląda pięknie po zmroku, podświetlony kolorowymi światłami tworzy naturalne widowisko i swego rodzaju show. 


Jednak po takiej 'atrakcji' spodziewałam się czegoś innego. Myślałam, że wodospad jest dużo większy i w bardziej 'naturalnym' otoczeniu, niż miasto. Nie zmienia to faktu, że niezmiernie się cieszę, że mogłam podziwiać Niagara Falls na żywo. Dodatkowo w niedzielę trafiliśmy na pokaz fajerwerków nad wodospadami co w moim odczuciu dodatkowo podniosło atrakcyjność tego miejsca :)
W miasteczku Niagara Falls, leżącym już w Kanadzie, można dodatkowo roztrwonić pieniądze w kasynie, odwiedzić Muzeum Figur Woskowych czy Muzeum Rekordów Guinessa, znajziecie tu także sklep ze słodyczami Hershey's. Jest to miejscowość typowo turystyczna, ale ma też swój urok :)


§-§-§


A po wycieczce zapraszam na hummus. I cóż więcej o nim by rzec. Hummus jak hummus... Zawsze zachwyca i smakuje tak samo. To znaczy tak samo dobrze. Jak zawsze idealny na każdą okazję. Tym razem buraczkowy. Przemawia za nim dodatkowo to, że ze smakiem zjadała go również moja koleżanka, która fanką hummusu nie jest ;) Miksujcie ciecierzycę i wcinajcie hummus na lekką kolację.


Hummus buraczkowy
Składniki:
  • 1 średni burak
  • 1 szklanka/puszka ugotowanej ciecierzycy (sposób przygotowania ciecierzycy do gotowania znajdziesz tutaj)
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 1-2 łyżki oleju rzepakowego
  • sok z 1/2 cytryny
  • 2-3 łyżki pasty sezamowej (tahini)
  • kilka łyżek zimnej wody
  • sól do smaku
Sposób przygotowania:
Buraka oczyszczamy, zawijamy w folię aluminiową, pieczemy w 180 stopniach do miękkości (ok. godziny), następnie studzimy, obieramy. Ciecierzycę wrzucamy do kielicha blendera lub wysokiego naczynia, dodajemy obrane ząbki czosnku, pastę sezamową, sok z cytryny, olej i buraka pokrojonego w mniejsze kawałki. Całość miksujemy do uzyskania gładkiej, jednolitej konsystencji dodając po 1 łyżce zimnej wody. Przed podaniem hummus można skropić oliwą z oliwek. U mnie podany z ziarnami czarnego sezamu.
SMACZNEGO!

Durszlak.pl