Tabbouleh.

00:01 Kini ^^ 8 Comments


W czerwcu tego roku zostałam mamą. Z wyboru. Nie mojego w dodatku ;-) Ogólnie rzecz biorąc stałam się matką chrzestną ;-) Przyjęcie po kościelnej uroczystości nie odbyło się w typowej restauracji. Udaliśmy się do libańskiego lokalu. Szczerze powiedziawszy pierwszy raz miałam okazję spróbować kuchni libańskiej. Co wpadło na mój talerz? Przystawki zimne i ciepłe, przepyszne mięsa. Najbardziej z tego wszystkiego w pamięć zapadło mi Tabbouleh. Bardzo orzeźwiająca, zimna przystawka. Analiza składników tej sałatki (?) nie zajęła mi dużo czasu, ale na wszelki wypadek przed przygotowaniem swojej przystawki zasięgnęłam porady od samego wujka Google. I w taki oto sposób mieszkanie wypełnił zapach mięty i cytryny...

Tabbouleh.

Składniki:
  • 1 pęczek mięty
  • 1 pęczek pietruszki
  • sok z jednej cytryny
  • 50 ml oliwy z oliwek
  • 2 pomidory
  • 1 czerwona cebula
  • 15o g kaszki kuskus
  • sól, pieprz

Sposób przygotowania:
Kuskus opłukać zimną wodą, następnie zalać gorącą wodą wymieszaną z sokiem cytrynowym i oliwą z oliwek (tafla wody powinna być ok. 1,5 cm nad kaszką). Lekko posolić. Odstawić do czasu, aż kasza 'wciągnie' całą wodę. Pomidory sparzyć i obrać ze skórki, pokroić w niewielką kostkę. Cebulę obrać i posiekać. Warzywa dodać do kaszki, wymieszać, doprawić do smaku solą i pieprzem. Zioła umyć, osuszyć i drobno posiekać. Dodać do reszty składników i wymieszać. Wstawić do lodówki na min. pół godziny.

SMACZNEGO!



PS. Na koniec ponawiam zaproszenie do udziału w Festiwalu Mleka. :)

8 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Azja na talerzu.

12:34 Kini ^^ 5 Comments

Dalekowschodnich smaków chciałam spróbować już dawno temu. Zawsze jednak obawiałam się, że te dość specyficzne nuty smakowe nie polubią się z moimi receptorami na języku. Poszukiwałam więc czegoś mało inwazyjnego na sam początek ;) No i znalazłam. U Małgosi z bloga Pieprz czy wanilia. Soba z kurczakiem. Brzmiało dość bezpiecznie. Chwilę potrwało zanim udało mi się znaleźć sobę, ale w końcu się to udało. Dokupiłam resztę składników (po zmodyfikowaniu przepisu na oszczędną, studencką wersję ;) ) i przystąpiłam do działania! I wcale nie żałuję. Obiad był przepyszny!

Soba z kurczakiem i warzywami.
/cytuję za Małgosią.dz


Składniki:
  • 1 pierś z kurczaka
  • 3-4 łyżki sosu sojowego jasnego
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 marchewka
  • 1 mały por
  • garść pędów bambusa (z zalewy)
  • 1-2 łyżki oleju arachidowego (zamiennie używam oleju z pestek winogron)
  • 2 porcje makaronu gryczanego soba

Sposób przygotowania:
Pierś kurczaka pokroić w kostkę. Czosnek drobniutko posiekać lub drobno utrzeć – wrzucić do sosu sojowego i wymieszać. Kurczaka zalać sosem - pozostawić na min. 30 min. lub dłużej (często przygotowuję dzień wcześniej i zostawiam na noc w lodówce). Marchewkę obrać i pokroić w cienkie słupki. Pora umyć, osuszyć i pokroić po skosie w piórka. Pędy bambusa z zalewy odsączyć, w razie potrzeby pokroić w cienkie paseczki. W garnku nastawić wodę do ugotowania soby. W międzyczasie w woku, lub głębszej patelni rozgrzać olej. Wrzucić kawałki kurczaka i szybko przesmażyć - mieszając, tak by mięso ścięło się z wszystkich stron. Dodać marchewkę, pora i pędy bambusa. Podlać całość sosem sojowym pozostałym z kurczaka i znów często mieszając smażyć całość ok. 1-2 minut (warzywa powinny być lekko twardawe). Odcedzić ugotowaną sobę, wrzucić do woka (patelni) i wymieszać z resztą składników. Podawać od razu.

SMACZNEGO!

ps. jaka była moja modyfikacja? Zamiast świeżych warzyw i bambusa w zalewie użyłam gotowej mrożonej mieszanki chińskiej (w skład wchodzą: marchew, kiełki fasoli Mung, papryka, por, cebula, pędy bambusa, grzyb czarny [Mun]). I zamiast oleju arachidowego smażyłam na zwykłym oleju.

5 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Czekoladowa jesień vol. 2

23:53 Kini ^^ 5 Comments


Miałam poczekać z tą notką do jutra. Ale nie mogę. Bo ściśle nawiązuje do poprzedniej. Jak już pisałam, czekolada powoduje wzrost poziomu endorfin w naszym mózgu. Jakież było moje zdziwienie kiedy, po przyrządzeniu dzisiejszego napoju rozgrzewającego, o którym głównie chcę napisać, przeczytałam o właściwościach chili czy, jak kto woli, pieprzu cayenne (który de facto z pieprzem nie ma nic wspólnego). Czego się dowiedziałam? Otóż papryka ta oprócz witaminy C ma jeszcze A, P, B1, B2. Jest wykorzystywana w suplementach wspomagających odchudzanie iiiii uwaga... niektórzy psycholodzy uważają, że w reakcji na ostry palący smak mózg wytwarza związki chemiczne zwane endorfinami, które uśmierzają ból, a w dużych dawkach wywołują uczucie przyjemności. W związku z tym można by rzecz (pewnie nieco na wyrost, ale to przecież nikomu nie zaszkodzi), że chilli w połączeniu z czekoladą daje prawdziwą endorfinową bombę! :) Czyli coś, co na jesienną chandrę ma zbawienny wpływ :)

Gorrrąca czekolada z chili.



Składniki:
  • 1 tabliczka czekolady mlecznej
  • 1 tabliczka gorzkiej czekolady
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 1 łyżka cukru
  • 2 szklanki mleka
  • chili (pieprz cayenne)

Sposób przygotowania:
Do garnuszka wlać mleko, wsypać cukier, czekoladę połamać na mniejsze kawałki i wrzucić do mleka (zostawić kilka kostek gorzkiej). Garnuszek postawić na niewielkim ogniu i doprowadzić do rozpuszczenia czekolady, ciągle mieszając. Doprawić chili (w dowolnej ilości, ale z doświadczenia wiem, że już 2, 3 szczypty przyprawy robią swoje :) ). Gotową czekoladę przelać do szklanek, przyozdobić bitą śmietaną i startą na wiórki czekoladą. Podawać od razu.

SMACZNEGO!

ps. oryginalny przepis pochodzi z tej strony. Petra ma mnóstwo wspaniałych przepisów!

5 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Czekoladowa jesień.

17:10 Kini ^^ 4 Comments



Czekolada – nie samym ruchem człowiek żyje! Czekolada jest źródłem nie tylko magnezu. Po zjedzeniu nawet niewielkiego kawałka w naszym mózgu rośnie poziom serotoniny i właśnie endorfin. Ten pierwszy neuroprzekaźnik przeciwdziała depresji. Przy uszczęśliwianiu się czekoladą warto jednak pamiętać, że wciąż jest to bardzo tucząca przyjemność, od której również można się uzależnić.


Tegoroczna jesień jak chyba żadna wcześniejsza potrzebuje czekoladowej pomocy. I mimo, że jest dość ciepło, jak na koniec listopada, pomimo listopadowych promieni słońca, mój humor pozostawia wiele do życzenia. Są dwie rzeczy, które jako tako sobie radzą z moim nastrojem: muzyka i zapomnienie w kuchni. A skoro już coś pichcić, to tylko z czekoladą. Ostatnio dużo jej w moim życiu. Czekoladowe rurki do mleka, wafle w czekoladzie... i najbardziej lubiana przeze mnie forma: muffiny. Nigdy mi się nie znudzą. Są niezmiennie szybkie w przygotowaniu i wciąż tak samo smakują zarówno mnie jak i moim znajomym. Wczorajsze muffiny były z dedykacją. Dla Agnieszki. Bo z przeciwnościami losu zmagamy się teraz razem...

Muffiny bardzo czekoladowe z rodzynkami.



Składniki:
  • 150 g mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 150 g cukru
  • 50 g gorzkiego kakao
  • 100 g masła
  • 2 szczypty soli
  • 120 g jogurtu wafelkowego
  • 50 ml mleka
  • 2 jajka
  • tabliczka gorzkiej czekolady
  • garść rodzynek
  • aromat cytrynowy
  • pół tabliczki białej czekolady

Sposób przygotowania:

Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Masło rozpuścić na wolnym ogniu, odstawić do ostygnięcia. Wszystkie sypkie składniki dokładnie wymieszać. Dodać jogurt, mleko, jajka, schłodzone roztopione masło, wymieszać za pomocą widelca (niezbyt dokładnie, dobrze, żeby ciasto miało grudkowatą konsystencję). Do ciasta dodać drobno posiekaną gorzką czekoladę, rodzynki i aromat cytrynowy, wymieszać. Masę rozłożyć do foremek, piec ok. 30 minut. Po ostudzeniu ozdobić roztopioną białą czekoladą i dowolnymi dodatkami (np bakalie, posypki, owoce itp).

SMACZNEGO!

4 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Słodkości na ciepło.

10:00 Kini ^^ 10 Comments

Wtorek, 26 października. Był piękny słoneczny dzień. Zrobiłam sobie krótką wycieczkę na Uczelnię, ale szybko musiałam wrócić do domu. Jadąc tramwajem w kierunku ronda Czyżyńskiego cieszyłam się niezmiernie jesiennymi, dość ciepłymi promieniami słońca. Na domową 'wizytę' miałam niewiele czasu, bo w planach już było popołudnie i wieczór z panienką Agnieszką ( w programie m.in. pieczenie muffinów i ciasta kokosowo-czekoladowego :) ). Doskwierał mi jednak lekki głód i musiałam coś z tym zrobić. Na szybko, bo miałam tylko godzinkę. Pierwsza myśl: pancakes! Błyskawiczne przygotowanie i w smaku rewelacyjne. Zjadane z dowolnymi dodatkami. Pychotka! I nawet Agu załapała się na porcję 'na wynos' :)

Pancakes po włosku.



Składniki:
  • 125 g mąki
  • 1 jajko
  • 200 ml mleka
  • 2 łyżki oleju + olej do smażenia
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • szczypta soli

Sposób przygotowania:
Jajko ubić na puszysty krem, dodać pozostałe składniki i dalej ubijać do uzyskania gładkiej konsystencji. Rozgrzać patelnię. Ciasto nakładać łyżką, kształtując okręgi o średnicy ok 8 cm. Odwrócić gdy ciasto podrośnie i utworzą się bąbelki na powierzchni pancake'a, smażyć z drugiej strony na złoty kolor. Jeśli ciasto jest zbyt płynne, dodypać więcej mąki. Podawać z dowolnymi dodatkami.

SMACZNEGO!


ps. oryginalny przepis pochodzi ze strony kwestiasmaku.com. skarbnica przepysznych receptur!

10 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Risotto z groszkiem, miętą i kurczakiem.

19:55 Kini ^^ 8 Comments


Kinga zniknęła po raz kolejny. Nie udaje mi się dotrzymać słowa. Nie jestem w stanie regularnie prowadzić bloga. Mimo, że gotuję dość często, coraz częściej korzystając z nowych przepisów. Ale jakoś brak mi samozaparcia, żeby poświęcić kilka minut na napisanie notki. Dzisiaj, natchniona porannym słońcem, postanowiłam przerwać dwumiesięczne milczenie. Wstyd mi strasznie za takie zaniedbanie... A może coś się zmieni w końcu?
~*~
Dzisiaj w mojej kuchni było bardzo zielono! W roli głównej groszek i mięta, w wątkach pobocznych występują dodatkowo natka pietruszki i szalotka. Towarzystwa dotrzymuje im odrobina parmezanu. Smakowite połączenie. I jakie szybkie do przygotowania?!
Szef kuchni poleca: risotto z zielonym groszkiem, miętą i kurczakiem.


Risotto z groszkiem, miętą i kurczakiem.


Składniki:
  • 3 łyżki masła
  • 3 szalotki
  • 100 g surowego ryżu do risotto (np. Arborio)
  • 400 ml wrzącego bulionu drobiowego
  • 2 filiżanki zielonego groszku (świeżego lub mrożonego)
  • kilka gałązek mięty
  • pół pęczka natki pietruszki
  • 3 łyżki tartego parmezanu
  • 1 pojedyncza pierś z kurczaka
  • 3 łyżki oleju
  • 1 łyżka przyprawy do gyrosa

Sposób przygotowania:
Na dość dużej patelni roztopić masło, zeszklić drobno posiekane szalotki. Dodać ryż, odrobinę posolić i wymieszać. Dodawać stopniowo bulion, po pół filiżanki, mieszając pomiędzy kolejnymi porcjami. Dolewać kolejną porcję bulionu, jak tylko ryż 'wypije' poprzednią. Kontynuować przez 20 minut lub do czasu aż ryż będzie al dente. Groszek ugotować w lekko osolonej wodzie, odsączyć. W międzyczasie umyć pierś z kurczaka, oczyścić z błon, pokroić w dość dużą kostkę, wymieszać z przyprawą do gyrosa i olejem, usmażyć. Połowę groszku zmiksować blenderem na gładką pastę wraz z posiekaną miętą i natką pietruszki, połowę pozostawić w całości i odstawić. Kiedy ryż będzie wystarczająco miękki, dodać do niego pastę groszkową, groszek w całości oraz tarty parmezan. Doprawić solą oraz pieprzem. Przełożyć na talerze razem z kurczakiem, udekorować listkami mięty.
SMACZNEGO!

ps. bazowy przepis pochodzi ze strony kwestiasmaku.com. powyższa receptura jest zmienioną wersją oryginału :)

8 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Słońce zamknięte w słoikach. Konfitura tropikalna.

22:12 Kini ^^ 11 Comments

Znowu nie było mnie miesiąc. Zebrałam kilka przepisów do podzielenia się z Wami, sprawdziłam je, polubiłam, ale jakoś brakło mi czasu, żeby puścić je dalej w obieg. A to wszystko dlatego, że od kilku długich tygodni pracuję, a ponadto pomagam troszkę w remoncie i urządzaniu mojego nowego, krakowskiego mieszkanka. Własnego. :)
~*~
Kuchnia w nim będzie cudowna! Nowoczesna. Ale z klasą. Meble na wymiar. Blat będzie w sam raz na mój wzrost (prawie na wysokości 1 m!), nareszcie! :) Będzie w niej mnóstwo szafek, dlatego trzeba przygotować coś, co w te szafki zapełni. Popełniłam wczoraj przygotowanie jednego ze smakołyków, które będzie mi służyć.
Pamiętacie moją ideę 'listy 50 dań'? Znalazła się na niej konfitura pomarańczowa, którą chciałam zrobić już dawno temu, ale zawsze coś stawało mi na drodze. W tym roku pogoda niestety nie oszczędziła południowopolskich sadów, drzew i krzewów owocowych, czego skutkiem są wysokie ceny owoców. Smak też jest jakiś inny. Dlatego też zrezygnowałam z przygotowania tradycyjnych dżemów czy konfitur z wiśni czy malin. W tym roku pod lupę w końcu trafiły cytrusy. Ale zamiast zrobić po prostu pomarańczową konfiturę, postanowiłam wymyślić coś specjalnego. Co z tego powstało? Oryginalna smakowo mieszanka owoców cytrusowych i tropikalnych. Częściowo w postaci dżemu i po części jako półpłynna konfitura. Będzie idealnym dodatkiem nie tylko do świeżego pieczywa na śniadanie, ale także do deserów czy lodów.
Na koniec dodam tylko jeszcze, że bardzo się cieszę z powodu tej konfitury. Zamknęłam w słoiczku słońce i wakacje! Na wypadek jesienno-zimowej depresji. :)





Moja konfitura tropikalna.

Składniki:
  • 1 kg średniej wielkości pomarańczy
  • 1 duży biały grapefruit
  • 1 puszka ananasa w kawałkach
  • 1 puszka koktajlu z owoców tropikalnego
  • 0,5 kg cukru żelującego
  • 1 szklanka zwykłego cukru
  • 1 małe opakowanie cukru waniliowego
  • 2 płaskie łyżeczki startego imbiru

Sposób przygotowania:
Pomarańcze i grapefruita umyć, następnie włożyć do garnka z grubym dnem, zalać wodą (w takiej ilości aby owoce mogły 'pływać') i gotować około godziny. Owoce odcedzić, zostawiając jedną szklankę powstałego 'naparu'; drobno pokroić (połowę pomarańczy wraz ze skórką, resztę oraz grapefruita obrać). Pokrojone owoce wrzucić z powrotem do garnka. Ananasa i kokatjl tropikalny odcedzić z zalewy, owoce drobno pokroić na mniejsze kawałki, dorzucić do cytrusów, dolać szklankę (lub pół, w zależności od tego jak soczyste były cytrusy) 'naparu' cytrusowego. Garnek postawić na średnim ogniu. Dosypać cukry i dokładnie wymieszać. Zmniejszyć ogień i gotować ok. 45 min, często mieszając. Po ok. pół godziny dodać imbir, wymieszać. Gorącą konfiturą należy wypełniać po brzegi wyparzone wcześniej słoiki, następnie mocno zakręcić, i odwrócić do góry nogami, żeby się 'zassały'.
Konfitura ma specyficzny smak, głównie słodko-cierpki, od cukru i kwaśnych soków cytrusowych, ale można także wyczuć gorzką nutkę od skórki pomarańczowej oraz delikatny smak ananasa i owoców tropikalny. Jak dla mnie jest obłędna! :)

SMACZNEGO!

11 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Kawa mrożona. +18.

14:06 Kini ^^ 5 Comments

Panujące od kilku tygodni upały są ciężkie do zniesienia. Powietrze jest gęste, człowiek szybko się męczy, a właściwie ze stanu zmęczenia nie wychodzi, przynajmniej ja. Zimny prysznic daje ulgę tylko na kilka minut, bo mniej więcej po upływie 10 ciężko mi stwierdzić czy jeszcze nie wyschłam po chłodzącej kąpieli czy już wszędobylskie gorąco wycisnęło ze mnie nowe krople potu. Powoli maleje lista rzeczy, które wpływają na ochłodzenie ciała. Większość z nich mimo, że działa, to niestety krótkoterminowo. Mój dziadziu od wielu lat powtarza, że najlepsze na upały są gorące napoje. Niby racja, wyrównują temperaturę itd. Ale niestety to metoda zdecydowanie nie dla mnie!
~*~
Ze wszystkich środków chłodzących zdecydowanie najbardziej odpowiada mi kawa mrożona. Zrobiona po mojemu :) Takiej kawy jeszcze nigdzie nie piłam (ale może za mało jej dotąd wypijałam poza domem ;) ). Delikatna i aksamitna. Z likierową nutką. Caffè unico! Mrozi do szpiku kości :)


Kawa mrożona z likierową nutą.

Składniki:

  • 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej Nescafe Espresso
  • 1 łyżeczka zwykłej kawy rozpuszczalnej
  • 1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią
  • 2 łyżeczki cukru
  • 50 ml gorącej wody
  • 300 ml zimnego mleka
  • 1 kieliszek likieru kawowego Sheridan's
  • kilka kostek lodu

Sposób przygotowania:
Do shakera wsypać kawę i cukier, zalać gorącą, ale nie wrzącą wodą. Zamieszać, aby kawa się rozpuściła. Dopełnić bardzo zimnym mlekiem, wlać likier, dobrze wstrząsnąć, aby powstała gęsta, puszysta pianka. Do wysokiej szklanki wrzucić kilka kostek lodu, wlać kawę. Wierzch można udekorować bitą śmietaną.

SMACZNEGO!

5 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Czosnek, pomidory i oliwa w roli głownej

00:47 Kini ^^ 6 Comments

W końcu mogę cieszyć się wakacjami. Związany z nimi ogrom wolnego czasu pozwala zadowalać podniebienie przygotowanymi samodzielnie daniami, co niezmiernie mnie cieszy :) Zapełniam w dalszym ciągu listę 50. Dziś chciałam popełnić Krewetki na ostro lub Sobę z kurczakiem wg przepisów Małgosi.dz. Niestety w moim mieście zakup krewetek czy soby graniczy z cudem. We wtorek jednak prawdopodobnie odwiedzę mój ukochany Kraków, tam poszukam powyższych składników i mam nadzieję, że uda mi się spróbować nowych smaków. :)
~*~
Dzisiaj na pierwszym planie w kuchni pojawił się czosnek w towarzystwie pulchnych pomidorów i tłuściutkiej oliwy. Tak po włosku. Bo chętnie odwiedziłabym Włochy raz jeszcze. A że w te wakacje raczej mi się to nie uda, nie pozostaje mi nic innego jak podróż po włoskich smakach. Would you like to join me? :)


Spaghetti z czosnkiem, pomidorami i oliwą.



Składniki:
  • 6 ząbków czosnku
  • 2 duże pomidory
  • 250 g spaghetti
  • oliwa z oliwek
  • bazylia, oregano, sól, biały pieprz
  • oliwa z oliwek
  • odrobina startego parmezanu

Sposób przygotowania:
Makaron ugotować al dente w osolonej wodzie. W międzyczasie obrać czosnek, pokroić na cienkie plasterki. Na głębokiej patelni rozgrzać oliwę, wrzucić czosnek, lekko podsmażyć, często mieszając. Należy uważać, aby nie usmażyć go za bardzo, bo czosnek stanie się gorzki. Do zarumienionego czosnku dorzucić pokrojone w drobną kostkę pomidory, wymieszać. Doprawić solą, pieprzem, ziołami. Smażyć kilka minut. Odcedzić makaron, wrzucić go na patelnię i dokładnie wymieszać z pomidorami, czosnkiem i oliwą. Podawać od razu, posypać odrobiną startego parmezanu.


Bruschetta.

Składniki:
  • kilka kromek chleba pełnoziarnistego
  • 2 pomidory
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżka masła
  • oliwa z oliwek
  • świeża bazylia
  • sól, pieprz

Sposób przygotowania:
Czosnek przecisnąć przez praskę, wymieszać z masłem, posmarować nim chleb. Kromki zapiekać w piekarniku w temperaturze 200 stopni przez ok. 10 minut. W międzyczasie pomidory sparzyć, obrać ze skórki, pokroić w drobną kostkę. Bazylię umyć, posiekać, dodać do pomidorów. Zalać paroma łyżkami oliwy, doprawić solą i pieprzem. Wszystko wymieszać. Nakładać na grzanki.


SMACZNEGO!

6 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Na szybko. Zupa cebulowa.

11:13 Kini ^^ 7 Comments

Znów zniknęłam na dwa miesiące. Zbierałam 'siły' do napisania czegokolwiek kilka razy, ale niestety zawsze pojawiało się coś na mojej drodze: a to projekt, który koordynowałam, a to Juwenalia, później dodatkowo zbliżająca się sesja. Teraz jestem w jej trakcie i już wiem, że znów będę martwiła się poprawkami. Znowu ekonomia. Tym razem już nie mikro a makro. Cóż... Poznam smak studenckiej kampanii wrześniowej. Kiedyś trzeba, prędzej czy później. Wybrałam opcję prędzej ;-)
~*~
Przede mną jeszcze dwa egzaminy. Później będę cieszyć się wakacjami! Nie chcę po raz kolejny obiecywać poprawy w częstotliwości pojawiania się nowych postów i przepisów, ale... Może tym razem w końcu się to uda!! Mam do tego silną motywację. Otóż. Przeglądając wszelkie kulinarne blogi, strony internetowe etc. namnożyło mi się w głowie sporo przepisów, które bardzo chciałabym wypróbować. Po pewnym czasie, niektóre z nich już zaczęłam zapominać. Wpadłam wtedy na pomysł stworzenia listy dań, które baaardzo chcę na sobie sprawdzić. Lista ta powoli się zapełnia. Założyłam sobie, że będzie liczyć 50 pozycji. Oczywiście nie uda mi się wypróbować wszystkich pozycji w trakcie wakacji, ale do końca roku... Czemu nie?! :) Mam nadzieję, że spełnię postawione sobie wyzwanie :) (a dzięki temu poprawię częstotliwość wpisów na blogu :) )
~*~
A co dzisiaj? Dzisiaj szef kuchni poleca... zupę cebulową! W przygotowaniu prostsza od rosołu. :) (choć w sumie przygotowanie smacznego rosołu to nie taka prosta sprawa...) Błyskawiczna. Sycąca. A przede wszystkim pyszna! Nieco ciężka, ale od czasu do czasu można sobie na odrobinę grzechu pozwolić :) Zapraszam w cebulową podróż...



Zupa cebulowa z serem i grzankami.

Składniki:
  • 6 dużych cebul
  • 3 ząbki czosnku
  • 1,5 litra bulionu warzywnego
  • 1 łyżka mąki
  • kilka łyżek oliwy z oliwek
  • odrobina masła
  • sól, pieprz, papryka słodka i ostra, majeranek
  • 1 bagietka
  • starty ser żółty

Sposób przygotowania:
Cebule obrać, pokroić w półtalarki, następnie zeszklić na oliwie podgrzanej w garnku. Podsmażoną cebulą oprószyć dużą ilością słodkiej i ostrej papryki oraz mąką, wymieszać i smażyć jeszcze kilka minut. Dodać bulion, przyprawić solą i pieprzem, dodać majeranek i gotować 20 minut. Bagietkę pokroić, posmarowane masłem kromki ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zapiekać przez 5 minut w rozgrzanym do 200 stopni piekarniku. Grzanki ułożyć na dnie bulionówek, posypać startym serem (używam mozarelli - przepyszne!), zalewać gorącą zupą. Na wierzch położyć jeszcze odrobinę sera.


SMACZNEGO!

7 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

2 przepisy, 2 różne bajki.

17:13 Kini ^^ 6 Comments


Dziś troszkę więcej zdjęć niż zwykle, i odrobinę więcej przepisów także :) Wszystko to za sprawą kilku czynników. Po pierwsze: po kilku miesiącach zmagań w końcu udało mi się zamknąć sesję! Zdałam nieszczęsny egzamin z geografii turystycznej nie dając się tym razem pytaniom w stylu 'Podaj nazwę państwa, w którym występuje największe pogłowie koni na 1000 mieszkańców'. We wtorek odebrałam ostatni wpis i po świętach mogę z dumą odnieść indeks do zatwierdzenia w dziekanacie :) Obyło się bez płatnych przedłużeń sesji, trzecich terminów itd. Dzięki Bogu, nasza Pani w dziekanacie doskonale zna sytuację studentów kierunku Turystyka i rekreacja z dr X, dzięki czemu bardzo poszła nam wszystkim na rękę. Zakończona sesja egzaminacyjna = więcej czasu wolnego. :) Po drugie: wiosna, ach to Ty! Ta przepiękna pora roku każdego dnia wypełnia mnie po brzegi nową, świeża energią i chęcią do działania. Cieszę się, gdy promienie słońca budzą mnie niemalże każdego ranka, i nie ważne, że jestem budzona o godzinie 6 rano. Taka pobudka pozytywnie nastraja :) Po trzecie, czwarte i piąte: w końcu, po dość długiej przerwie, wracam do robienia zdjęć. Brakowało mi tego nieziemsko! A teraz mam zamiar nadrobić zaległości. Mam zamiar obfotografować Kraków, jego ludzi, atmosferę i wszystko co z nim związane. Powyższe zdjęcie to dopiero początek przygody z fotograficznym Krakowem... :)

~*~ ~*~ ~*~

Dzisiaj pojawią się tu dwa przepisy. Dwa kompletnie różne światy smakowe. Dziś będziemy smakować na słodko i na wytrawnie. O czym pogadamy? O ekspresowej sałatce ryżowej (podpatrzonej na imprezie urodzinowej koleżanki :) ), która z pewnością stanie na moim niedzielnym świątecznym stole. I o kawie pieszczącej podniebienie delikatnym słodkim smakiem z nutką wanilii - w skrócie moja Latte macchiato. Ucztę dla podniebienia czas zacząć!

~*~ ~*~ ~*~

Sałatka ryżowa z tuńczykiem
Składniki:
2 torebki ryżu
1 puszka kukurydzy
1 puszka tuńczyka w sosie własnym

kilka łyżek majonezu
sól, biały pieprz

Sposób przygotowania:
Ryż należy ugotować w osolonej wodzie, następnie przepłukać zimną wodą, osączyć i odstawić do ostudzenia. Kukurydzę i tuńczyka odcedzić. Następnie wszystkie składniki dokładnie wymieszać, dodać majonez, doprawić odrobiną soli i dużą ilością białego pieprzu. I gotowe!

Sałatkę przygotowałam w tym tygodniu po raz pierwszy po urodzinach koleżanki. Zdecydowanie podbiła moje serce. Ekspresowa w wykonaniu, w znikaniu z miski
takoż :) Składniki idealnie do siebie pasują i smakują nieziemsko! Zdecydowanie ją polecam :)


~*~ ~*~ ~*~


Cafe latte macchiato.
Składniki (na 2 porcje):
  • 600 ml mleka
  • 250 ml mocnej kawy
  • 3 łyżki cukru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego

Sposób przygotowania:
Mleko zagotować z cukrem i cukrem waniliowym. W międzyczasie zaparzyć kawę (najlepiej w tradycyjnym ekspresie). Gdy mleko będzie już gorące, zmiksować je do powstania gęstej, puszystej pianki. Mleko przelać do wysokich szklanek. Następnie wlać kawę (najlepiej po ściance, gdy wlewałam kawę do środka niestety od razu się mieszała z mlekiem). Na wierzch przełożyć piankę mleczną. Można posypać odrobiną kakao dla ozdoby. Gotowe!
Uwaga: przy wlewaniu kawy, mleko wciąż musi być gorące, inaczej wymiesza się z kawą.



SMACZNEGO!

6 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Sola w sosie śmietanowo-cytrynowo-koperkowym.

14:37 Kini ^^ 3 Comments

Wiosna teraz już chyba faktycznie zawitała. Temperatura powietrza w dzień przekracza 10 stopni. Świeci słońce (no, może dzisiaj już niekoniecznie ;) ). Ptaki budzą mnie swoimi trelami każdego dnia. Pojawiają się pąki na drzewach. Ludzie są weselsi, bardziej energiczni, chodzą lżej ubrani. Osobiście bardzo mi się to podoba :)
Razem z wiosną nadeszły pewne postanowienia ;) Stwierdziłam (jak z resztą co roku), że po tegorocznej zimie jest mnie za dużo o kilka dodatkowych kilogramów. W związku z tym od tygodnia oczyszczam organizm z nadmiernej wagi dietą South Beach. Powiem szczerze, że efekty już powoli zaczynam widzieć :) Co lepsze inni też je widzą! Ale to co mnie najbardziej cieszy, to fakt, że czuję się z tą dietą całkiem nie źle. Nie przymieram głodem, jem to co pyszne i co zdrowe. Co prawda w tym tygodniu zrobiłam jedno małe odstępstwo od diety i zjadłam MARCHEWKĘ! i odrobinę śmietany ;) ale nie uważam tego za wielki grzech ;) Sola w sosie śmietanowo-cytrynowym to jedno z dań, które w trakcie tego tygodnia zaserwowałam sobie na obiad. Pychotka godna polecenia!



Sola w sosie śmietanowo-cytrynowym z koperkiem.
Składniki (na jedną porcję):
  • 1 mrożony filet z soli
  • kilka mrożonych różyczek kalafiora
  • kilka mrożonych różyczek brokuła
  • 1 szklanka mrożonej marchewki z groszkiem
  • sól, pieprz
    Sos:
  • 1/2 filiżanki śmietanki 18 %
  • skórka starta z połowy cytryny
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • kilka gałązek koperku
  • sól, biały pieprz

Sposób przygotowania:
Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Rybę wraz z warzywami ułożyć na folii aluminiowej w naczyniu żaroodpornym, oprószyć odrobiną soli i pieprzu, zawinąć i włożyć do piekarnika. Piec około 15 - 20 minut, aż ryba będzie miękka i gotowa do spożycia. W małym garnuszku zagotować śmietankę razem ze skórką cytrynową. Koperek umyć i posiekać. Gdy śmietanka będzie się gotować dolać sok z cytryny, doprawić solą i białym pieprzem. Zamieszać i dodać koperek. Po minucie zdjąć z gazu. Rybę z warzywami wyjąć z folii na talerz, polać sosem i gotowe!

SMACZNEGO!

3 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Śniadanie, lunch, kolacja - pomidory z mozarellą!

11:56 Kini ^^ 4 Comments



4 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Czekolada najlepsza na wszystko.

14:45 Kini ^^ 7 Comments


Uwielbiam czekoladę. Czy jest na tym świecie ktoś kto jej choć trochę nie lubi? Ciężko jest mi sobie to wyobrazić. Gorzka, mleczna, nadziewana, z bakaliami, z galaretką. Lubię różnorodność dlatego może taką miłością darzę czekoladę. Jest dobra na wszystko. Dodaje energii, podnosi poziom endorfin. Magicznym sposobem po prostu poprawia humor. Dziwne, ale prawdziwe :) Wczorajszy egzamin chyba jednak nie poszedł mi tak jak się spodziewałam. Potrzebowałam więc czegoś co mnie podniesie na duchu. Wracając z uczelni o godzinie 20 (o zgrozo!) zrobiłam szybkie zakupy z myślą o upieczeniu obrzydliwie czekoladowego i okropnie słodkiego brownies. Zapach, który kilka godzin wypełniał całe mieszkanie, miał zdecydowanie pozytywny wpływ na moje samopoczucie. Uśmiech samoczynnie wkradł się na twarz i nawet wizja niezdanego egzaminu nie była w stanie go przyćmić ;) Dzisiaj wstałam z nadzieją, że może jednak nie poszło mi tak źle i mimo wszystko może uda mi się zdać ten egzamin i raz na zawsze pożegnać się z mikroekonomią ;) Oby. Teraz zaczynam nowy semestr smakiem czekolady i zimnego mleka. Mam nadzieję, że będzie owocny... :)



Bardzo czekoladowe brownies z pomarańczową skórką.

Składniki:
  • 3 tabliczki czekolady
  • 1 kostka masła
  • 4 jajka
  • 1 szklanka cukru
  • 1 i 1/3 szklanki mąki
  • 1 pomarańcza
  • 1 opakowanie kandyzowanej skórki pomarańczowej

Sposób przygotowania:
Masło i dwie tabliczki czekolady rozpuścić w garnku. Pomarańczę obrać. Skórkę zetrzeć na tarce i wrzucić ją do czekolady. Jajka ubić z cukrem, następnie dodać przestudzoną stopioną czekoladę, dokładnie wymieszać. Wsypać przesianą mąkę, delikatnie wymieszać. Do ciasta dodać kandyzowaną skórkę pomarańczową oraz trzecią czekoladę pokrojoną na kawałki i jeszcze raz wymieszać. Gotową masę przelać do wysmarowanej masłem foremki do pieczenia i wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni. Piec ok. 25 minut. Ostudzone ciasto można posypać cukrem pudrem.

SMACZNEGO!

7 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Ulubiona potrawka z kurczaka i zdecydowanie nieulubiony przedmiot.

15:41 Kini ^^ 4 Comments

Studiuję już 5 miesiąc... Zdążyłam przez ten czas zauważyć jak bardzo różnią się realne studia od tych, które sobie wyobrażałam ;) Przed październikiem wierzyłam, że dzięki niezbyt napiętemu grafikowi zajęć na uczelni, będę mogła gotować i piec do woli, poznawać nowe przepisy, próbować nowe smaki. Szczerze mówiąc niewiele się z tego spełniło ;) Znalazłam bowiem czasowypełniacz zwany dalej organizacją studencką, bez której samo studiowanie zdecydowanie byłoby nudne, a dzięki której na wiele rzeczy brakuje czasu ;) Na początku chyba troszkę za bardzo zachłysnęłam się działalnością w NZSie. Pewnie po części dzięki temu czeka mnie teraz egzamin poprawkowy z mikroekonomii. Sesja mogłaby być już dawno za mną, ale stało się nieco inaczej ;) Teraz o dziwo na wszystko mam czas i ochotę - byleby nie uczyć się ekonomicznych zagadnień...



Od jakiegoś czasu troszkę mi się tęskni za maminymi obiadami ;) Od czasu, kiedy mama zmieniła pracę (co wiązało się z jej przeprowadzką do Oławy) a ja poszłam na studia, widujemy się dość rzadko. Dlatego gdy się spotykamy, raczej nie gotujemy za wiele, a wręcz na obiadki zostajemy zaproszone do babci ;) Jednym z dań, których bardzo mi brakuje jest Jej potrawka z kurczaka... Zatęskniłam za nią tak bardzo, że postanowiłam sobie trochę dogodzić i porzucić naukę wczorajszego wieczoru, aby przygotować dzisiejszy obiad. Wykonałam szybki telefon do mamy, odebrałam instruktaż przygotowania kurczaka, zrobiłam odpowiednie zakupy i dzisiaj mogłam się przez chwilę poczuć dosłownie 'jak u mamy' :)



Lekka potrawka z kurczaka.

Składniki:
  • ok. 500 g piersi z kurczaka
  • 1 duża cebula
  • 300 g pieczarek
  • mieszanka warzyw mrożonych (400 g, np '4 pory roku' Bonduelle: marchew, groszek, kalafior, zielona fasolka szparagowa)
  • 500 ml gorącej wody
  • 1 kostka rosołowa
  • 2 łyżki mąki
  • pół małego opakowania śmietany 18%
  • sól, pieprz, odrobina wegety
  • olej

Sposób przygotowania:
Cebulę obrać, drobno pokroić, podsmażyć na oleju. Filety z kurczaka opłukać, usunąć błonki, pokroić w kostkę; oprószyć jedną łyżką mąki, wrzucić do cebuli. Pieczarki dokładnie oczyścić, pokroić w talarki, wrzucić do podsmażonego kurczaka i cebuli. Odrobinę posolić. Kiedy pieczarki nieco puszczą wodę, zalać gorącym bulionem oraz wrzucić mrożone warzywa. Doprawić solą i pieprzem i gotować na małym ogniu. Śmietanę wymieszać z jedną łyżką mąki i dodać do potrawki kiedy warzywa będą miękkie. W razie potrzeby doprawić. Potrawkę najczęściej jadam z ryżem, ale lubię od czasu do czasu zajadać się nią z dodatkiem ziemniaczanego puree :) Idealnie pasuje do niej mizeria, pomidory z cebulką i ze śmietaną bądź tarte buraczki.

SMACZNEGO!

4 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)