Święta, Święta.... :)

17:51 Kinga B. 5 Comments


5 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Drożdżowe bułeczki cynamonowe.

08:52 Kinga B. 22 Comments


Śniadanie. Najważniejszy posiłek dnia. Wie to każdy, od małego. Nawet ja. Ale, niestety, ja, wiecznie spóźniona, zawsze pośpieszana, robiąca wszystko na ostatnią chwilę, rzadko kiedy mam czas na poranny posiłek, w domu, w spokoju, bez pośpiechu. Najczęściej pierwszym 'posiłkiem' jest kupiony w biegu, w drodze do szkoły, krakowski obwarzanek. Nowość na rynku obwarzankowym. Razowy, z ziarnami, czasem z serem. Pyszności. Ale czy można to uznać za sycący i wystarczający na pół dnia posiłek, skoro następnym daniem jest obiad jedzony późnym popołudniem ?

A ten czas... No właśnie. Ucieka jak szalony. Dopiero był styczeń, a już niemalże połowa grudnia, za kilka dni wkroczę w wiek amerykańskiej pełnoletności. Kiedy to wszystko tak przeleciało?! Czy Wam też się wydaje, że ten rok trwał jakoś krócej niż poprzednie lata? Czy tylko mnie czas tak pogania do przodu i wszystkie minione dni zlewają się niemalże w jeden, nieco wydłużony? 

W weekend miałam czas. Miałam go m.in. nie tylko na sprzątanie, naukę angielskiego do powtarzanej w maju matury czy spotkanie ze znajomymi. Miałam go na tyle, aby zjeść spokojnie śniadanie. Z kubkiem białej kawy zasiadłam do własnoręcznie upieczonych mini-bułeczek cynamonowych. Ciasto drożdżowe robiłam drugi raz w życiu, o dziwo, znowu się udało :) A przypominające babeczki maleństwa pachną cudowną, zawiniętą w spiralkę korą. Spróbujcie, Kochani, nie pożałujecie :)


Drożdżowe bułeczki cynamonowe
(na podstawie przepisu Nigelli, zamieszczonego u Dorotuś)
Składniki:
  • 250 g mąki
  • 25 g drobnego cukru
  • 8 g świeżych drożdży
  • 40 g masła
  • 75 ml mleka
  • 1 jajko
  • szczypta soli
  • 50 g brązowego cukru
  • 25 g drobnego cukru
  • 1 łyżka cynamonu
  • 40 g masła
  • 1 jajko rozmącone z odrobiną mleka
Sposób przygotowania:
Drożdże rozmieszać z cukrem, aż staną się płynne. Dodać kilka łyżek ciepłego mleka, rozmieszać. Zaczyn odstawić w ciepłe miejsce, aby nieco urósł. Mąkę z solą przesiać do miski, dodać ciepłe mleko, jajko, roztopione masło i zaczyn drożdżowy i wyrobić puszyste ciasto. Przykryć świeżą ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości ciasta. Brązowy i drobny cukier wymieszać z cynamonem, dodać roztopione masło, wymieszać. Następnie rozwałkować ciasto na lekko podsypanej mąką stolnicy (powinno mieć kształt prostokąta). Mieszankę cynamonową rozsmarować na cieście, zwinąć w roladę wzdłuż dłuższego boku. Ciasto pokroić na dość grube plastry (u mnie 9). Blaszkę do pieczenia muffinów wysmarować odrobiną tłuszczu, ułożyć w niej bułeczki, odstawić w ciepłe miejsce, aby bułeczki się napuszyły. Przed wstawieniem do piekarnika posmarować rozmąconym jajkiem. Piec ok. 20-25 (pod koniec pilnować, aby się za bardzo nie zarumieniły) w temperaturze 180 stopni.

SMACZNEGO!

22 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Jesienna zapiekanka makaronowa.

13:05 Kinga B. 9 Comments

Kochani Moi! Zanim przejdę do właściwego wpisu, chciałabym się do Was zwrócić z ogromną prośbą. Jak większość z Was wie, trwają właśnie wybory Kulinarnego Bloga Roku 2011. Od lutego staję w szranki z innymi bloggerami i staram się o ww. zaszczytny tytuł. W tym miesiącu mamy już finałowe zadanie. Każdy blogger może dodać nie jeden, jak do tej pory, ale aż trzy przepisy. Głos oddany na którykolwiek z przepisów jest naliczany do puli punktów pozostałych dwóch. Na każdy przepis można głosować z 3 kont mailowych z jednego komputera. Daje to w sumie łączną liczbę 9 możliwych głosów od jednego głosującego. Oczywiście nie spodziewam się, że ktoś dysponuje aż taką ilością skrzynek pocztowych ;) 

Chciałabym się zwrócić do Was, Kochani Czytelnicy, z prośbą o oddanie choć jednego głosu :) Wśród głosujących, zostanie wybranych 10 osób, które zostawią najbardziej kreatywne uzasadnienie głosu (nie jest to koniecznością, to zadanie dodatkowe, dla chętnych ;) ). Dla osób tych przewidziane są nagrody w postaci czerwonej formy do ciasta firmy DUKA. Warto więc spróbować swoich kreatywnych sił :)

Przepisy, z którymi startuję w tym miesiącu to:

Liczę bardzo na Wasze wsparcie. Oczywiście za każdy głos bardzo serdecznie dziękuję, bo jak wiadomo każdy z nich jest na wagę złota :) Przepisy są podlinkowane, wystarczy kliknąć na wybrany przez Was przysmak, następnie na stronie Konkursu kliknąć czerwony guzik "Głosuję", podać maila, na którego otrzymacie link potwierdzający głosowanie. Kliknijcie link i... gotowe :) Możecie także uzasadnić swój głos i zdobyć szansę na zdobycie wcześniej wspomnianej formy!

Już teraz serdecznie Wam wszystkim dziękuję Kochani! Ale przejdźmy do najprzyjemniejszej części tego posta... :)
~*~
Nie chcąc przedłużać na temat dzisiejszej potrawy powiem tylko kilka słów. Kojarzy mi się ona nieodłącznie z jesienią. Skorupka z zapieczonego żółtego sera tworzy wokół zapiekanki jesienno-zimową aurę. Rozgrzewa swoim kolorem, kusi zapachem. Danie niezwykle proste i niesamowicie pyszne, a do tego baaardzo sycące. Jeśli nie macie pomysłu na szybki obiad, wypróbujcie ten przepis :)


Jesienna zapiekanka makaronowa pod beszamelem
Składniki:
  • 3-4 łyżki masła (+ 1 łyżeczka do posmarowania naczynia)
  • 3-4 łyżki mąki
  • 2-3 ząbki czosnku
  • ok. 700 ml mleka (może być potrzebne nieco więcej)
  • oregano, bazylia, tymianek, gałka muszkatołowa, sól, pieprz
  • 1 opakowanie mrożonych warzyw na patelnię (koniecznie z kalafiorem i brokułem)
  • 1 opakowanie (400 g) makaronu (rurki lub kokardki)
  • ok. 35 dag startego żółtego sera
Sposób przygotowania:
Piekarnik rozgrzać do 200 stopni. Makaron ugotować al dente. W międzyczasie przygotować sos beszamelowy. W garnku roztopić masło, czosnek obrać, przecisnąć przez praskę i podsmażyć chwilkę na maśle (nie wolno przypalić, bo będzie gorzki). Dodać mąkę i za pomocą rózgi dobrze rozmieszać z masłem. Aby nie przypalić naszej 'zasmażki' należy ją cały czas mieszać trzepaczką. Następnie zaprawiamy mąkę niewielką ilością mleka, dokładnie mieszamy i dolewamy resztę mleka, cały czas mieszając. Gotujemy chwilę na niewielkim ogniu aż sos zgęstnieje (jeśli wyjdzie za gęsty, należy dodać jeszcze troszkę mleka). Następnie doprawiamy solą, pieprzem ,gałką muszkatołową i ziołami. Makaron po odcedzeniu wrzucamy z powrotem do garnka i mieszamy z warzywami. Duże prostokątne naczynie żaroodporne smarujemy masłem, wykładamy do niego makaron z warzywami, polewamy sosem, posypujemy startym żółtym serem i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy ok. 30 minut do czasu aż ser się przypiecze. 

SMACZNEGO!

9 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Jesienne brownies z gruszkami i orzechami.

12:54 Kinga B. 11 Comments

Połowa listopada już za nami. W tym momencie bliżej nam już chyba do zimy, niż do jesieni. Przynajmniej, jeśli chodzi o temperatury. Łapią już pierwsze przymrozki, gdzieniegdzie pojawia się pierwszy śnieg. Charakterystyczne dla tej pory roku przeziębienia i grypa dają się we znaki (sama takowym przypłaciłam za brak ciepłego szalika opatulającego szyję). Nastaje czas mleka z miodem i masłem w ramach domowego leczenia (Jeszczenieteściowa dodaje jeszcze czosnek. Piłam. Przeżyłam. Po kilku dawkach się wyleczyłam.) oraz idealna pora na cudowną herbatę z miodem i cytryną (lub z żurawinową konfiturą domowej roboty - miałam okazję spróbować u Pana Be. Coś wspaniałego.).


Jedyne o czym marzymy w trakcie mglistego dnia to kubek gorącej czekolady i ciepły koc. Domowe zacisze. Do rozgrzewającego napoju przyda się coś jeszcze. Kawałek świeżego ciasta. Jesiennego. Słonecznego. Z mieszkanką intensywnych aromatów. Wystarczy dodać kilka składników do znanego wszystkim, klasycznego brownies, aby otrzymać ciasto idealne na tę porę roku. Czy wśród Was znajdą się chętni na kawałek takiego smakołyku?


Jesienne brownies z orzechami o gruszkami.
(inspiracja zaczerpnięta od Viridianki)
Składniki:
  • 100 g masła
  • 200 g czekolady (po 100 g gorzkiej i mlecznej)
  • ok. 100 g posiekanych orzechów (laskowych, włoskich... wg upodobania)
  • 100 g cukru pudru
  • 3 jajka
  • szczypta soli
  • 3 twarde gruszki
  • sok z cytryny

Sposób przygotowania:
Małą tortownicę wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Czekoladę roztopić z masłem w kąpieli wodnej. Żółtka ubić z cukrem, dodać lekko ostudzoną masę czekoladową i orzechy. Białka ubić z solą na niezbyt sztywną pianę i dodać w kilku partiach do czekoladowej masy. Ciasto przelać do foremki. Gruszki obrać, usunąć gniazda nasienne, wierzch delikatnie naciąć w paski, skropić sokiem z cytryny a następnie owoce umieścić w cieście. Piec ok. 30 minut, aż gruszki będą miękkie a ciasto odpowiednio wypieczone (sprawdzamy patyczkiem, który po wyciągnięciu powinien być suchy). Po ostudzeniu można posypać cukrem pudrem.

SMACZNEGO!


Kochani! Chciałabym się z Wami podzielić pewną informacją. W ubiegłym tygodniu w sieci ukazał się wywiad ze mną. Jeśli więc jesteście ciekawi kulisów prowadzenia mojego bloga zapraszam Was do lektury. :)))

Chciałabym Was także poprosić o oddanie głosu w Wyborach Kulinarnego Bloga Roku na znane Wam z poprzedniego wpisu ciasto, czyli Halvas. Dla głosujących przewidziane są nagrody w postaci książek pt. "Smaki północnej Italii'. Obrazek poniżej przeniesie Was na stronę mojego przepisu w Konkursie. Z  góry dziękuję za każdy głos :))

Pozdrawiam Was ciepło!


11 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Po grecku...

16:20 Kinga B. 13 Comments

Listopadowe zadanie w Wyborach Kulinarnego Bloga Roku daje spore pole do popisu. Na warsztat poszła bowiem kuchnia śródziemnomorska. O razu na myśl przychodzi mi bogata kuchnia włoska. Mimo, że jest to akurat jedna z moich ulubionych kuchni, chciałam zrobić w ramach konkursu coś nowego. W 1999 r. w ramach prezentu komunijnego pojechałam z mamą na wczasy na Rodos. Z wyjazdu tego pamiętam przede wszystkim kalmary, które zjadłam ze smakiem, a teraz jakoś nie mam odwagi by je skosztować... Było także wybitne ciasto. Bardzo proste. Przypominało mi trochę w smaku nasze ciasta ucierane. Z taką tylko różnicą, że było dużo pyszniejsze. Bardzo wilgotne, dość tłuste, idealnie słodkie. Było serwowane na śniadanie, dzień w dzień. Nie trudno więc zgadnąć co zjadałam ze smakiem każdego ranka oraz co było kamuflowane w serwetkach i 'nielegalnie' wynoszone z hotelowej restauracji. Receptury ciasta nie udało mi się rozgryźć do dziś. Ale do konkursu startuję z innym ciastem. Halvas to greckie ciasto z kaszy manny i migdałów o intensywnym smaku cytrynowo-pomarańczowym. Jest przepyszne. Ciężkie i mokre od cytrusowego syropu, o ciekawej pomarańczowej barwie. Szczerze powiedziawszy, ze względu na swoją sklerozę, przygotowałam ciasto bez migdałów, ale i tak wyszło wyśmienite. :)

 
Halvas, czyli greckie ciasto z kaszy manny
Skałdniki:
  • 200 g masła
  • 200 g cukru pudru
  • 6 jajek
  • 115 g drobnej kaszy manny
  • 175 g mielonych migdałów
  • 3 pomarańcze
  • 125 g cukru
  • 50 ml wody
  • 1 laska cynamonu
  • 2 cytryny
  • jogurt grecki do podania

Sposób przygotowania:
Oddzielić białka od żółtek. Pomarańcze umyć, drobno zetrzeć skórkę, a następnie wycisnąć z nich sok. Tortownicę o średnicy 23 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Masło i cukier utrzećw dużej misce na gładką i puszystą masę. Dokładnie ubijając, dodawać po kolei po jednym żółtku. Dodać kaszę, mielone migdały, skórkę i sok z pomarańczy. Dokładnie połączyć wszystkie składniki. Białka ubić na sztywną pianę (można dodać szczyptę soli) i delikatnie połączyć z masą. Przelać do tortownicy, wstawić do piekarnika i piec ok. 50-60 min, aż ciasto będzie lekko twarde przy dotknięciu. Cytryny umyć, zetrzeć skórkę i wycisnąć z nich sok. Do garnuszka wsypać cukier, wlać wodę i dodać laskę cynamonu. Gotować ostrożnie na niewielkim ogniu, aż cukier się rozpuści. Doprowadzić do wrzenia i gotować na dużym ogniu przez 4-5 minut, aż mieszanina zgęstnieje. Zdjąć z ognia i skórkę z cytryny oraz sok przelany przez sitko. Ciasto po upieczeniu zostawić na ok. 5 minut w formie. Następnie ostrożnie wyciągnąć na metalową kratkę. Wierzch ciast nakłuć w kilku miejscach patyczkiem do szaszłyków i ciepłe polewać gorącym syropem (uprzednio wyjąć cynamon). Podawać ostudzone z jogurtem greckim posypanym odrobiną cynamonu.

SMACZNEGO!


13 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Jesień....

08:52 Kinga B. 14 Comments


14 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Orzeszku! :)

12:36 Kinga B. 20 Comments

Było bardzo ciepłe, sierpniowe popołudnie. Spacerowaliśmy z Be. ulicami Warszawy. Trochę błądziliśmy, kompletnie nie znając miasta. Z Placu Zamkowego dotarliśmy do Złotych Tarasów. Jedliśmy sałatkę z grillowanym kurczakiem na schodach, wystawialiśmy twarz do słońca i zgodnie stwierdziliśmy, że podoba nam się Pałac Kultury, wbrew temu, jaką budynek 'cieszy się' opinią. Jako 'rasowa' kobieta chciałam skorzystać z obecności w centrum handlowym i zapolować na jakąś okazję. Zmęczonego Pana Połówka zaciągnęłam do M&S. Nie chciałam jednak oglądać ubrać i od razu skierowaliśmy się do stoiska spożywczego. Na sklepowych półkach różne smakołyki wręcz wołały, aby za nie zapłacić i zabrać ze sobą do domu. W promocji było akurat masło orzechowe. 'Może bym je wzięła?' popatrzyłam pełnym zwątpienia wzrokiem na mojego Towarzysza. 'Upiekłabym ciasteczka z masłem orzechowym. Podobno są pyszne...' Wpatrywałam się w słoik z orzechową masą jakby miał zaraz do mnie przemówić i osobiście przekonać mnie do zakupu. Be. wyciągnął słoik z moich dłoni. 'Ja zapłacę.'.. Aaaale... 'W Krakowie dokupisz resztę i zrobisz ciasteczka'. No dobrze. Wróciliśmy do domu z masłem orzechowym w walizce, które czekało na swój moment. Mijał dzień po dniu a ciasteczek nie było. Tak samo jak czasu, weny i innych czynników przydatnych przy pieczeniu. Ale w końcu doczekało się użycia. Wyjątkowo pysznego. Kruchego. Intensywnie orzechowego. Doprawdy, wybornego :) Połowa zniknęła wczoraj, jeszcze ciepła, z lekko roztopioną czekoladą w środku. Część doczekała do dzisiaj, zapakowana w celofan pojedzie razem z Be. do moich Jeszczenieteściów i Jeszczenieszwagra. A Wy? Z kim podzielicie się tymi pysznościami? :)


Pieguski z masłem orzechowym
Składniki:
  • 250 g masła orzechowego
  • 70 g miękkiego masła
  • 125 g białego cukru
  • 125 g brązowego cukru
  • 2 jajka
  • 250 g mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 100 g czekolady deserowej
  • ok. 50 g wyłuskanych orzechów laskowych
  • ok. 50 g rodzynek (opcjonalnie, nie każdy lubi ;) )

Sposób przygotowania:
Piekarnik nagrzać do 180 C. Do dużej miski wrzucić masło orzechowe, masło i cukier. Utrzeć za pomocą miksera na gładką masę. Orzechy i czekoladę posiekać (niezbyt drobno, mają być wyczuwalne w ciastkach), dodać wraz z rodzynkami do masy maślanej. Wbić jajka, wlać ekstrakt waniliowy i ponownie wymieszać mikserem. Dodać mąkę i proszek do pieczenia i ręcznie wymieszać masę. Formować w dłoniach niewielkie kulki z ciasta (ja odmierzałam porcje łyżką stołową, żeby ciastka były mniej więcej takiej samej wielkości), spłaszczać je (również w dłoniach, aby uniknąć rozpadnięcia się ciastek) i układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia w kilkucentymetrowych odstępach. Piec ok. 10-12 minut. Wyciągnąć z piekarnika, ostudzić. Ciastka przed ostygnięciem rozpadają się, więc warto poczekać kilka minut zanim ściągniecie je z blaszek. Z tej porcji zrobiłam ok. 40 ciastek.

SMACZNEGO!

20 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

I kto tu jest winny?

18:28 Kinga B. 1 Comments

źródło: http://img.interia.pl/wiadomosci/nimg/1/0/Winogrona_najlepiej_jesc_3778168.jpg
Wbrew pozorom dzisiejszy post nie będzie o wymierzaniu kary i ponoszeniu konsekwencji ;) Będzie to post przyjemny i pewnie informacje zawarte w tekście dla niejednej osoby będą pozytywnie zaskakujące. Mogę się bowiem założyć, że wśród czytelników blogów kulinarnych znajdzie się niejeden amator wina. I zdziwiłoby mnie, gdyby przynajmniej połowie z nich nie przytrafiła się sytuacja, w której tak bardzo chciałby się napić choć lampkę tegoż trunku, ale z powodów wszelakich musiał zrezygnować z tej przyjemności. Motywy rezygnacji mogą być różne. Ktoś może być kierowcą na przyjęciu u znajomych, kobieta może być ciężarna, lub np. czyjaś dieta wyklucza spożycie alkoholu. Ale uwaga, uwaga! Jest na to rada :)


Niedawno na polskim rynku win pojawił się produkt przełomowy. Wino bezalkoholowe. Ktoś może pomyśleć: 'Jak to? Skoro wino, to nie może być bezalkoholowe!'. Sama również tak zareagowałam na wiadomość o takim winie. Ale cóż, jak widać, można się pomylić :) Na stronie internetowej WinaBezalkoholowe.pl dostępnych jest kilka różnych rodzajów tegoż napoju. Na czym w ogóle polega jego bezalkoholowość? Otóż wino zostaje poddane procesowi dealkoholizacji. W temperaturze poniżej 30 stopni wino przechodzi przez proces ekstrakcji próżniowej, co pozwala w kilka minut zredukować alkohol niemal całkowicie, bez zmiany smaku i aromatu napoju. Więcej informacji znajdziecie na stronie dystrybutora podanej powyżej :)

Sama miałam przyjemność degustacji (choć właściwie jak na moje możliwości jest to za duże słowo ;) ) czerwonego wina półwytrawnego Carl Jung Merlot. Sommelier ze mnie żaden, na winach się niestety nie znam, więc opinia moja może opierać się jedynie na amatorskich kubkach smakowych ;) Kiedyś już wspominałam, że nie lubię win wytrawnych i półwytrawnych. Jakiś czas temu powoli zaczęłam przekonywać się do tych 'połówek' (wytrawne mają dla mnie wciąż zbyt cierpki smak), jednak kiedy otrzymałam butelkę Carl Jung nieco się przestraszyłam, nie wiedząc czego się spodziewać. Wszelkie obawy były jednak zbędne :) Na stronie internetowej można przeczytać: 
Carl Jung Merlot to bezalkoholowe wino w 100% wyprodukowane z wysokogatunkowego szczepu Merlot pochodzącego z południa Francji. Posiada intensywną barwę oraz typowy dla tego gatunku harmonijny bukiet owoców, suszonych ziół i korzeni. Skórki winogron Merlot są cienkie, zatem wino ma niską zawartość tanin, w efekcie czego niską kwasowość i aksamitny smak. Doskonale pasuje do potraw z dziczyzny oraz półtłustych serów. Najlepiej podawać w temperaturze 15-17 °C. 
I całkowicie się zgadzam z tym co tam napisane :) Nie znam się na bukietach smakowych, więc nie będę zgrywać profesjonalistki w zakresie degustacji win, ale smak był faktycznie aksamitny i delikatny. Z czystym sumieniem mogę polecić ten napój. :)


UWAGA! PRZEZ NAJBLIŻSZY MIESIĄC NA HASŁO YUMMY LIFESTYLE OTRZYMACIE RABAT W WYSOKOŚCI 10% NA ASORTYMENT SKLEPU WINABEZALKOHOLOWE.PL

1 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Czy aksamit można wlać do szklanki?/ Roasted vegetables creamy soup.

18:21 Kinga B. 25 Comments


25 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Niezbędnik kuchenny i paluchy serowe. / Cheese sticks.

09:03 Kinga B. 18 Comments

Wyobraźmy sobie taką sytuację: jest sobota, leniwe popołudnie. Odpoczywacie po męczącym tygodniu w szkole/w pracy/w rozjazdach. Wygodny, nieco rozciągnięty już dres nie krępuje ruchów, więc wylegujecie się na kanapie właśnie w takim ubraniu. Znad kubka unosi się siwa para i zapach świeżo zaparzonej herbaty. Czytacie ulubiony magazyn, wciągającą książkę,  oglądacie po raz enty wzruszające romansidło lub też trzymający w napięciu film akcji. Ze słodkiego lenistwa wyrywa Was telefon. "Hej! Pomyślałam sobie, że jest dzisiaj idealny dzień na odwiedziny. Nie masz nic przeciwko, żebym wpadła z wizytą?' Nie, oczywiście, że nie. Tylko... No właśnie. Lodówka świeci pustkami. Zabrakło mąki, więc nawet najszybszych na świecie muffinków nie zdołacie przygotować... 


Jestem pewna, że każdy z nas przeżył choć raz taką sytuację. ;) Dlatego warto stworzyć sobie listę rzeczy w kuchni koniecznych. Nie tylko ze względu na nieoczekiwanych gości, ale także dla własnego komfortu, żeby w środku nocy nie musieć się martwić skąd wziąć mleko na ciepłe kakao, które pozwala spokojniej zasnąć czy też rezygnować z kanapek, na które tak bardzo macie ochotę, ze względu na brak masła. Ze względu na różne upodobania, nie mogę powiedzieć co trzeba mieć w kuchni, ale mogę wskazać, co się przyda :) Osobiście zawsze staram się mieć w lodówce mleko i jajka. W szafce zawsze musi stać mąka, cukier, zapas proszku do pieczenia i cukru waniliowego oraz olej. Z tych składników można śmiało przygotować szybkie wypieki z okazji wizyty nieoczekiwanych gości lub po prostu z wielkiej ochoty na coś słodkiego. :) Jest jeszcze jeden produkt, który jest niezwykle przydatny. Jest uniwersalny, bo można go przyrządzić na słodko i na słono. Wedle upodobania. Mam na myśli gotowe ciasto francuskie. Amatorzy słodkości mogą przerobić je np na cynamonowe palmiery, a miłośnikom słonych zakąsek na pewno przypadnie do gustu dzisiejszy przepis. Paluchy serowe, bo o nich mowa, są idealne zarówno 'solo' jak i jako dodatek (propozycja podania w następnych poście :) ). Nie pozostaje mi więc nic innego jak zaproszenie Was na serową ucztę :)


Paluchy serowe z ciasta francuskiego

Składniki:
  • 1 porcja gotowego ciasta francuskiego
  • kilka łyżek przecieru pomidorowego
  • ok. 100 g startego sera żółtego
  • 1 jajko
  • sól, pieprz, majeranek, oregano, bazylia

Sposób przygotowania:
Piekarnik rozgrzać do 190 stopni. Ciasto francuskie (w temp. lodówkowej nie zamrażalnika) rozłożyć na stolnicy. Za pomocą noża do pizzy przeciąć wzdłuż na pół.


Następnie nałożyć przecier pomidorowy na oba płaty ciasta.



Startym żółtym serem posypać jedną część ciasta, przykryć drugim płatem i lekko docisnąć do sera i skleić krawędzie. Za pomocą noża do pizzy kroić w paski grubości ok 1,5 cm.


Paski zwijać w spirale i układać naprzemiennie na wyłożonych papierem do pieczenia blachach. Jajko rozmącić dodać szczyptę soli i pieprzu oraz zioła. Dokładnie wymieszać. Za pomocą pędzelka smarować paluchy jajkiem.


Piec ok. 15 minut, aż ser się roztopi a paluchy zrumienią. Paluchy są idealną zagryzką na spotkanie ze znajomymi, ale też świetnym dodatkiem. Do czego? Zdradzę w następnym poście :)

SMACZNEGO!


Kochani, przypominam jeszcze o wrześniowym głosowaniu w Wyborach Kulinarnego Bloga Roku 2011. :)


/English version.

Cheese sticks
Ingredients:
1 portion of frozen puff pastry
few tbsp tomato paste
abot 150 g fresh-grated cheese
1 egg
salt, pepper, basil, oregano, marjoram

Preparation:
Preheat oven to 180 °C. Cut puff pastry into two pices. Put a tomato paste on both pices. Sprinke with basil, oregano and marjoram, then put grated cheese on one piece of pastry. Cover the cheese one piece with another and gently press the edges together. Then cut it into 1,5 cm strips and twist them little bit. Put the strips on the baking sheet with baking paper on it. Mix egg with a little bit of salt, pepper and herbs, then apply it on twisted strips. Bake about 15 minutes, until cheese melts and strips become a little bit browned.

18 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Burrito, czyli coś co tygryski lubią najbardziej.

15:15 Kinga B. 20 Comments

Lubię gotować dla naszej dwójki. Lubię kiedy Be. pomaga mi w kuchni, nawet jeśli jest to tylko (a właściwie aż!, bo sama tego nie znoszę) zmywanie naczyń po posiłku ;). Lubię patrzeć jak ze smakiem zjada to co jest na talerzu i kiedy nieśmiało pyta czy zostało coś jeszcze. Puchnę z dumy, kiedy po obiedzie pada na oparcie krzesła i stwierdza: 'to było pyszne!'. Uśmiecham się, kiedy już w drzwiach słyszę 'Przywiozłem z domu mięso, można zrobić coś dobrego.' Lista potraw, które mu obiecałam przygotować jest tak długa, że nie wiem czy mi życia starczy, żeby ten plan zrealizować ;) Ale póki co, krok po kroku, odhaczam powoli kolejne punkty i dzięki temu na blogu pojawiają się nowości :)

Dziś króluje u nas kuchnia meksykańska. Jedna z bardziej przeze mnie lubianych, bo mięsna, pikantna i kolorowa. Poniższy przepis to kombinacja własna, daleka pewnie od oryginału, ale dla mnie idealna. Świetna zarówno na zwykły obiad jak i na spotkanie z przyjaciółmi. Każdy będzie zachwycony :)

Burrito

Składniki (na 6 porcji):
  • ok. 600 g mielonego mięsa
  • 1 duża czerwona cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 duża czerwona papryka
  • 1 pomidor
  • 1 puszka czerwonej fasoli
  • 1 puszka kukurydzy
  • 6-7 średnich ogórków kiszonych
  • 200 g przecieru pomidorowego
  • ok. 200 g tartego żółtego sera
  • 6 pszennych placków do tortilli
  • przyprawy: sól, pieprz, papryka słodka i ostra
  • olej do smażenia
Sposób przygotowania:
Cebulę i czosnek obrać. Na dużej patelni (lub w garnku) rozgrzać kilka łyżek oleju, cebulę drobno posiekać i wrzucić na patelnię, zeszklić. Czosnek przecisnąć przez tarkę i dodać do cebuli, smażyć kilka minut. Następnie do naczynia wrzucić mielone mięso (można dolać odrobinę oleju, aby się nie przypaliło) i smażyć ok. 10 minut. Doprawić dużą ilością ostrej i słodkiej papryki. Świeżą paprykę i pomidora umyć, z papryki usunąć gniazdo nasienne, z pomidora twardy środek, pokroić w kostkę (ok. 1 cm), dodać do mięsa i wymieszać. Gotować kilka minut. Kukurydzę i fasolę odcedzić z zalewy, ogórki kiszone pokroić w kostkę, dodać do mięsa wraz z przecierem pomidorowym. Doprawić solą, pieprzem i paprykami, dokładnie wymieszać. Gotować pod przykryciem na niewielkim ogniu ok. 15 minut. Piekarnik nagrzać do 170 stopni. Każdy z pszennych placków przed zawinięciem zagrzać w mikrofali (ok. 20 sekund). Na środku placka układać mięsny farsz, posypać startym serem żółtym i zawijać w kieszonki. (sposób zawijania na prowizorycznej instrukcji obrazkowej ;) )

Burrito zawinąć w folię aluminiową, aby się nie rozwinęły, ułożyć na blasze i piec w piekarniku ok. 10 min. Podawać z kwaśną śmietaną oprószoną słodką papryką.

SMACZNEGO!


~*~

Kochani! Otrzymałam dzisiaj zaproszenie na Blog Forum Gdańsk 2011. Byłoby cudownie dostać się do grona 150 blogerów i spotkać Was osobiście . Czy ktoś z Was planuje wysłać zgłoszenie? :) Szczegóły znajdziecie na oficjalnej stronie internetowej wydarzenia. (klik w obrazek poniżej :) ) Mam nadzieję, że do zobaczenia za miesiąc w Gdańsku! :)


/English version.


Burrito.


Ingredients:
  • about 600 g  mince meat (pork or beef)
  • 1 big red onion
  • 3 cloves of garlic
  • 1 big red pepper
  • 1 can red kidney bean (about 250 g)
  • 1 can sweetcorn (about 350 g)
  • 1 tomato
  • 6-7 medium gherkins
  • 200 g tomato paste
  • about 200 g grated cheese
  • 6 tortillas
  • spices: salt, black pepper, sweet and spicy paprika powders
  • little bit of oil

How to prepare:
Peel the onion and chop it. Heat oil in pot, add onion and fry it few minutes until glossy. Then add smashed garlic, stir and fry for a while. Add meat and fry about 10 minutes. Add sweet and spicy paprika powders (about 1 tbsp each). Wash pepper and tomato, remove cores and cut into cubes. Add to meat and mix together. Strain bean and corn, cut gherkins into cubes and add to meat. Then add tomato paste, season with pepper, paprika powders and salt. Stir and simmer about 10 minutes. Preheat owen to 170 degrees Celsius. Heat tortillas in microwave (19 -15 sec) befor filling. Then put meat mixture on tortilla, sprinkle with grated cheese and create tortilla 'pockets' (picture of how to make the pocket). Wrap burrito with silver foil, place on baking tray and bake in owen about 10 minutes. Serve with sour cream sprinkled with sweet paprika powder.

BON APPETIT!

20 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Sentymentalna podróż do kraju papryki bez opuszczania Krakowa. / Letcho.

13:22 Kinga B. 9 Comments

Dziś zabiorę Was w małą podróż do kraju, o którym myślę z pewnym sentymentem. Spędziłam tam bowiem dwukrotnie wakacje będąc jeszcze dziewczynką w wieku podstawówkowym. W pamięci do tej pory mam poranne wypady na targ po świeże owoce i warzywa, arbuzy niewyobrażalnej wielkości, które, chłodzone od rana, po powrocie z basenów smakowały jak nigdy. Skoro pojawiło się słowo 'baseny' pewnie wszyscy już wiedza o jakim państwie mowa. To Węgry oczywiście. Za równo za pierwszym i za drugim razem zatrzymaliśmy się w uroczym Hajdúszoboszló. Całe dnie spędzaliśmy oczywiście na tamtejszym kompleksie basenowym i oprócz śniadań i kolacji żywiliśmy się głównie w budkach z jedzeniem na jego terenie. W głowie do tej pory mam smak kilku tamtejszych dań. Jakaż była moja radość, gdy z początkiem sierpnia wkroczyłam na Mały Rynek w Krakowie, żeby sprawdzić co proponuje Festiwal Spowalniania Czasu. Oczy musiałam mieć wielkie jak pięciozłotówki, bo właśnie tu, w Krakowie, mogłam po raz kolejny zjeść swoje ukochane węgierskie przysmaki. A o czym mowa? Już mówię... :)


Na pierwszy rzut idą niesamowite i nie-do-podrobienia placki drożdżowe smażone w głębokim oleju. Langosze, bo o nich mowa wytwarza się z mąki pszennej, drożdży, gotowanych tłuczonych ziemniaków, mleka, soli cukru i oleju. Podaje się je z czosnkiem, śmietaną, serem żółtym. Ja najbardziej lubię wersję łączącą wszystkie dodatki - placek nasmarowany czosnkiem, na to wielki kleks kwaśnej śmietany, posypany dużą ilością żółtego sera i doprawiony solą. Serio serio - niebo w gębie! :))) Wersja festiwalowa była dość uboga w dodatki, za to te węgierskie aż ociekały śmietaną i serem. Mniam! Sama jeszcze ich nie przygotowywałam, ale mam nadzieję kiedyś się na to odważyć. 


Drugą niesamowitą niespodziankę sprawiło mi stoisko ze świeżo wypiekanymi kürtőskalacsami. Te drożdżowe 'sękacze' (?) są dostępne w kilku wariantach. Kurtoszkalacze wyrabiane są z drożdżowego ciasta, które wałkuje się na paski grubości palca, następnie owija nim drewnianą drążek i obtacza w cukrze. Po wyrośnięciu kurtoszkalacze są wypiekane. W trakcie pieczenia cukier karmelizuje się i tworzy lepką warstwę, która umożliwia obtoczenie ciasta np. w bakaliach. Z Węgier pamiętam te sękacze m.in. z cukrem waniliowym, orzechami włoskimi, kokosem, kakaem, w czekoladzie. Moimi faworytami były te waniliowe i z orzechami. Wersję orzechową udało mi się kupić na festiwalu. Po pierwszym kęsie od razu wróciły wspomnienia z wakacji :)

Do innych, bardzo tradycyjnych węgierskich potraw należy leczo, które z pewnością jest znane wszystkim :) Oryginalne jest przyrządzane z papryki i pomidorów. Ja przygotowuję wersję tzw. 'spolszczoną' i właśnie tym przepisem chcę się z Wami dzisiaj podzielić :)


Moje ulubione leczo

Składniki:
  • 2-3 średnie cukinie (ok. 1,5 kg)
  • 1 papryka czerwona
  • 1 papryka żółta
  • 2 pomidory
  • 1 łyżka oleju
  • 1 laska kiełbasy wiejskiej (najlepiej lekko suchej, a nie bardzo tłustej)
  • 300 g pieczarek
  • 200 g przecieru pomidorowego 
  • przyprawy: vegeta, pieprz, ostra i słodka papryka
Sposób przygotowania:
Cukinię obrać ze skóry, przekroić na pół, wydrążyć pestki. Następnie pokroić w dużą kostkę (ok. 2 cm). Wrzucić do garnka, zasypać łyżką vegety, wlać 50 ml wody i dusić na średnim ogniu pod przykryciem ok 15 minut. Papryki i pomidory umyć. Z papryk usunąć gniazda nasienne, z pomidorów wyciąć twarde środki i pokroić w kostkę. Dorzucić do cukinii. Kiełbasę wiejską pokroić w półtalarki. Rozgrzać olej na patelni a następnie podsmażyć na nim kiełbasę. Pieczarki umyć i obrać, pokroić w talarki, dorzucić do zrumienionej kiełbasy i dusić pod przykryciem kilka minut, aż puszczą sok. Następnie do cukinii wrzucić kiełbasę z pieczarkami, dobrze wymieszać. Dodać przecier pomidorowy. Doprawić odrobiną soli, dużą ilością pieprzu, pikantnej i słodkiej papryki. Dusić do czasu, aż warzywa będą miękkie. Jeśli powstanie zbyt dużo płynu, odparować. Przed podaniem doprawić do smaku. Najlepiej smakuje mi ze świeżym, pełnoziarnistym pieczywem posmarowanym masłem.

SMACZNEGO!


Kochani! Wrzesień trwa, a wraz z nim grzybowe zadanie w Wyborach Kulinarnego Bloga Roku 2011. Z tego miejsca po raz kolejny zwracam się z prośbą o Wasze głosy, gdyż każdy z nich jest na wagę złota :)




/English version.

Letcho (Hungarian Lecsó)

Ingredients:
  • 2-3 medium size courgettes (about 1,5 kg)
  • 1 big red pepper
  • 1 big orange pepper
  • 300 g mushrooms
  • 2 tomatoes
  • 1 stick smoked sausage
  • 1 tbsp oil
  • 200 g tomato paste
  • spices: salt, black pepper, sweet and spicy paprika powder
How to prepare:
Peel courgettes and cut them into cubes (about 2 cm). Put them into pot, add about 1 tbsp salt, 50 ml water, cover the pot and stew courgettes about 15 minutes. Wash peppers and tomatoes, remove peppercore and cut vegetables into cubes. Put into pot, stew another few minutes. Heat the oil in the frying pan, slice the sausage and put into pan. Fry few minutes (until browned). Then add washed and sliced mushrooms. After about 5 minutes frying put into the pot with vegetables. Add tomato paste, a lot of black pepper and paprika powders (the dish should be spicy). and a little bit of salt if needed. Mix together and stew until vegetables soften. Serve with fresh wholemeal bread with butter.

BON APPETIT!

9 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

O zupie, która dotąd jakoś sympatii nie budziła.

20:41 Kinga B. 12 Comments

Dziś historia zupy, która początkowo nie podbiła mojego serca. Historia ta sięga czasów mojej podstawówki. Nie da się więc ukryć, że jest to już dobrych kilkanaście lat. Jadałam ją na szkolnej stołówce. Nie byłam jej wielką fanką, dlatego jak dotąd nie próbowałam przygotować jej w domowym zaciszu. Co się zatem zmieniło? Pracując w te wakacje jako niania gotowałam mojemu pracowemu dziecięciu obiady. Najczęściej zupy. Pewnego dnia mama mojej Małej wychodząc rano do pracy powiedziała: Kinia, dzisiaj możesz ugotować krupnik. Wszystko super, ale, o matko!, nigdy nie robiłam krupniku! Dobry kucharz jednak wyzwań się nie boi ;) Pogrzebałam trochę w internecie i leżącej na półce książki kucharskiej. No i tak oto, proszę Państwa, przekonałam się do zupy, która była mi jak dotąd obojętna. Wyszła pyszna. I żeby było śmieszniej, Pan Be., który również nie zaliczał krupniku do kategorii ulubionych, był nim zachwycony. Wręcz zacytuję: 'można by jeszcze kiedyś zrobić ten krupnik, prawda?'. Oczywiście, że można. I zrobimy na pewno :)


Krupnik 
Składniki:
  • ok. 2 litry wody
  • pęk młodej włoszczyzny (marchew, seler, pietruszka)
  • 1 duża, pojedyncza pierś z kurczaka
  • 3-4 średnie ziemniaki
  • 100 g kaszy jęczmiennej
  • kilka łyżek śmietany 18 %
  • przyprawy (liść laurowy, kilka ziaren ziela angielskiego, sól, pieprz)

+ posiekana natka pietruszki do posypania

Sposób przygotowania:
Pierś z kurczaka umyć, usunąć wszelkie błonki, pokroić w dużą kostkę (kawałki ok. 3 cm). Wrzucić do garnka z wodą, zagotować. Następnie zszumować (usunąć ścięte białko z mięsa) i gotować na małym ogniu ok. 10 minut. W międzyczasie umyć i obrać warzywa. Selera pokroić na średniej wielkości kawałki, marchewkę w talarki, ziemniaki w niewielką kostkę. Do wywaru mięsnego wrzucić selera i pietruszkę w całości. Gotować ok. 20 minut. Następnie wrzucić marchew i ziemniaki. Posolić i gotować przez kilka minut. Dodać listek laurowy, ziele angielskie, odrobinę pieprzu. Dodać kaszę i przez kilka minut mieszać zupę, aby kasza nie przywarła do dna garnka. Gotować do czasu aż warzywa i kasza będą miękkie. Zupę zdjąć z ognia, śmietanę 'zahartować' w kubku odrobiną zupy a następnie wlać do garnka. Zupę przed podaniem posypać posiekaną natką pietruszki. 

SMACZNEGO!


Kochani! Pamiętajcie, że w dalszym ciągu trwa głosowanie we wrześniowym zadaniu Wyborów Kulinarnego Bloga Roku. Jak co miesiąc bardzo liczę na Waszą pomoc. Dla głosujących przewidziane są nagrody w postaci książek o grzybach. Z góry bardzo, bardzo dziękuję za wszelkie oddane na mnie głosy!  :)

12 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Powakacyjny powrót. Pod znakiem grzybów.

03:45 Kinga B. 5 Comments

Zazwyczaj ciężko jest mi wracać do moich obowiązków po długiej przerwie w ich wykonywaniu. Wydawałoby się, że te z nich, które są bardziej przyjemne niż obowiązkowe, powinny wręcz działać motywująco do powrotu. Otóż zaskoczę Was. Nie zawsze tak musi być. I mimo, że nie wyobrażam sobie obecnie życia bez kucharzenia i prowadzenia bloga, to jakoś tak nie łatwo powrócić mi do tego, co przed okresem wakacyjnym tak miło wypełniało mi czas.

Tegoroczne wakacje były nieco inne od poprzednich. Każdy tydzień był dobrze rozplanowany, a właściwie podzielony na dwie części. Środek tygodnia. Ta część, która powinna była uciekać szybko, dzień po dniu. Ale ona złośliwe nie chciała uciekać. W zamian dłużyła się niemiłosiernie. Wypełniona pracą, miała wypełniać lukę między jednym weekendem a następnym. Weekend - owszem - był odpoczynkiem. Ale nie dlatego cieszył. Strefa czasowa wydzielana od piątkowy do niedzielnego wieczoru była szczególna, bo dzielona z Nim. To pierwsze takie wakacje, kiedy w moim żołądku dzień w dzień szalała ogromna grupa motyli czy innych latających owadów. :) I nie da się ukryć. Spodobało mi się na tyle, że nie mam zamiaru wyganiać tych stworzeń jeszcze przez bardzo długi czas :) Z tego miejsca Panu Be. dziękuję za poranne pobudki w środku tygodnia (gdyby nie telefon o 5.30 kto wie, czy zdążyłabym do pracy? ;) ) i zaciągnięcie mnie siłą na rozmowę rekrutacyjną do (mogę już powiedzieć) mojej szkoły (ach ten stres!). Za zaproszenie na Podhale i towarzystwo podczas spacerów po Stolicy. :) I mimo tego, że nie odwiedziłam żadnych dalekich krajów, nie stąpałam po ciepłym piasku nadmorskich plaż ani nawet nie przyczyniłam się do zmiany koloru skóry na bardziej brzoskwiniowy, ogłaszam wszem i wobec, że były to udane wakacje :)

Wakacje wakacjami. A tymczasem lato nam ucieka. Za niespełna trzy tygodnie przywitamy jesień. I szczerze powiedziawszy lubię tę porę roku. A przynajmniej jej pierwszą część :) Darzę ją sympatią za rozgrzewające potrawy, które będą miały nieograniczone prawo bytu w moim jadłospisie. Pikantne zupy i gorąca czekolada z chilli to coś co tygryski lubią najbardziej :) Ale oprócz tego są jeszcze grzyby, których sama niestety nie zbieram, bo prędzej bym się otruła jakimś muchomorem, niż zerwała prawdziwka czy inną kanię. I dziś właśnie na danie z grzybami Was zapraszam. Niby nic specjalnego, ale zapewniam, że pyszne :) Niech powakacyjnym powrotem będą pełnoziarniste gnocchi z sosem grzybowym :)


Pełnoziarniste gnocchi z sosem grzybowym
Składniki:
  • ok. 1 kg ugotowanych i potłuczonych ziemniaków
  • 1 szklanka pełnoziarnistej mąki
  • 1 jajko
  • 40 g suszonych grzybów
  • 1 cebula
  • 1 łyżka masła
  • 100 ml śmietanki 30 %
  • 1 łyżka mąki
  • sól, pieprz

Sposób przygotowania:
Ziemniaki ostudzić. Na stolnicę wyłożyć ziemniaki, posypać 3/4 szklanki mąki i dodać roztrzepane jajko. Zacznij wyrabiać ciasto, powoli ale dokładnie łącząc składniki i dodając ewentualnie pozostałą część mąki. Pożądana konsystencja to miękkie ciasto, wilgotne, ale nie lepkie. Ciasto podziel na cztery części. Z każdej z nich stwórz wałeczki, pokrój na kawałki mniej więcej tej samej wielkości, najlepiej ok 2 cm. Naciśnij każdą 'kluskę' widelcem, aby stworzyć charakterystyczne dla gnocchi rowki, w których później zatrzyma się odrobina sosu.
Grzyby umyć, zalać 500 ml ciepłej wody i odstawić na 2 godziny. Następnie gotować w wodzie, w której się moczyły, przez ok. 50 minut. Grzyby wyjąć, pokroić w cienkie paski (można je także drobno posiekać). Cebulę posiekać i przesmażyć na maśle. Wlać przecedzony wywar grzybowy na cebulę aż odparuje do ok. 200 ml objętości. Dodać grzyby i śmietankę rozrobioną z mąką, doprawić solą i pieprzem, zagotować. 
Gnocchi wrzucać do gotującej się, osolonej wody. Mieszać przez chwilę, aby nie przykleiły się do dna garnka, a następnie gotować do czasu aż wypłyną na powierzchnię. Podawać na ciepło, polane sosem grzybowym. Wierzch można posypać posiekaną, świeżą zieloną pietruszką.

SMACZNEGO!


Ten przepis bierze udział we wrześniowym zadaniu w Wyborach Kulinarnego Bloga Roku 2011. Jeżeli przypadł Ci do gustu, oddaj proszę swój głos :) Dla głosujących również przewidziane są nagrody! :)


/edit: Po zamieszczeniu notki przypomniałam sobie, że pierwszy post na blogu został zamieszczony właśnie z początkiem września. Z ciekawości zajrzałam aż do archiwum. I wiecie co? Właśnie dziś Yummy Lifestyle świętuje swoje 3 urodziny! :) 3 września 2008 zaczynała coś nowego, początki były, ośmielę się powiedzieć, marne, ale chyba jest coraz lepiej, czy zgodzicie się ze mną? :) Dziękuję wam za to, że wciąż tu jesteście. Raz liczniej, raz w mniejszym gronie, ale mimo wszystko - wciąż. :) Pozdrawiam Was ciepło, Kochani! :)

5 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)