DIY. Wpuść trochę świeżości do swojej jadalni.

19:03 Kinga B. 3 Comments

Mój "jadalniany" zestaw jest w domu od czasu kupna mieszkania, czyli już 6 lat. Najtańszy, prosty zestaw drewnianych mebli z Ikei kupiony po to, by mój kładący panele i skręcający wszystkie meble Dziadzio miał gdzie zjeść zrobione wcześniej kanapki albo by była jakakolwiek powierzchnia do rozłożenia maminych projektów kuchni czy palet z kolorami farb do ścian. Miał być z nami tylko na początku, bo skoro już jest kupiony, to niech stoi, przecież nie musimy mieć od razu fancy mebli jak z magazynów wnętrzarskich. Ale to nasze "póki co" ciągnęło się przez 6 ostatnich lat, bo, jak to w nowym mieszkaniu, zawsze były ważniejsze wydatki. Jednak po powrocie z tegorocznego urlopu popatrzyłam na te moje cztery krzesła "z litej sosny, która pięknieje z wiekiem" (a przynajmniej Ikea tak twierdzi) i pomyślałam, że do reszty pokoju pasują jak pięść do nosa. Wiedziałam, że nie porwę się póki co na pewno na zakup nowego zestawu jadalnianego, ale jakby tak tchnąć w te meble nowe życie? Otworzyłam przeglądarkę, urochomiłam YouTobe i Pinterest i zaczęłam szukać wskazówek jak odnowić stare meble, które już się opatrzyły. Wyposażona w super-podstawową wiedzę na temat odnawiania mebli i listę zakupów wybrałam się do sklepu po papier ścierny, emalię, pędzel i wałek, po powrocie rozłożyłam na podłodze folię ochronną, otworzyłam na oścież wszystkie okna, zakasałam rękawy i wzięłam się do nie tak ciężkiej, ale żmudnej pracy. I oto mam stare nowe meble, pasujące do kolorystyki pomieszczenia, wpisujące się chyba jako tako w panujące trendy wnętrzarskie, a przede wszystkim cieszące moje oko. Co najważniejsze, na renowację 4 krzeseł i stołu wydałam około 150 zł (w tym cena nowych poduszek; jeśli umiesz szyć, pewnie i ten koszt można obniżyć), a wyglądają naprawdę jak prosto z salonu meblowego. Jeśli Wam też znudził się wygląd Waszych mebli to zapraszam do zapoznania się z opisem krok po kroku jak mój smutny drewniany stół został biało-stalowym królem pokoju dzienno-jadalnianego




Na powyższych zdjęciach możesz zobaczyć moje "stare" meble. Kolor może nie jest taki zły, ale nijak nie pasowały do grafitowej ściany i narożnika w tym samym kolorze. Poduszki dopasowane były bardziej do kuchni, w której na ścianie z meblami mamy czerwony lakobel. Inna sprawa, że strasznie tych poduszek nie lubiłam, bo po pierwsze były za duże w stosunku do siedziska, a po drugie były tak grube, że ja ze swoim wzrostem i tak zawsze je podnosiłam przed klapnięciem na stołku.

Najszybszym krokiem w tym procesie była decyzja o kolorze w jakim chcę mieć meble. Od zawsze podobają mi się białe meble jadalniane, więc wybór padł oczywiście na biel. Dodatkowo, aby przełamać sterylność białego koloru postanowiłam blat stołu pomalować na stalowy odcień szarości. Pasuje on zarówno do ciemnoszarego narożnika jak i do grafitowej ściany. Korzystając z okazji, że i tak w domu będzie się przez kilka dni unosił zapach emalii, postanowiłam też przemalować kilka drewnianych ramek na zdjęcia (do tego użyłam srebrnej farby w sprayu, którą już miałam w domu).


Drugim etapem było sporządzenie listy zakupów. Nie jestem nie wiadomo jaką złotą rączką, a o emaliach do drewna nie mam zielonego pojęcia, dlatego przed wyjściem do sklepu przejrzałam kilka blogów i strony producentów farb. Ostatecznie kupiłam białą emalię alkidową Tikkurilla Everal White [10], głównie dlatego, że zależało mi na mocno matowym wykończeniu i ten efekt uzyskałam. Do tego kupiłam papier ścierny P180, mały gąbkowy wałek i pasującą do niego kuwetę na farbę, okrągły pędzel i małą buteleczkę czarnego pigmentu Luxent. Chciałam kupić gotową emalię w odpowiadającym mi odcieniu szarości, ale niestety dowiedziałam się, że wymieszać mogą mi tylko całą puszkę 900 ml, a to zdecydowanie za dużo na jeden biedny blat stołu. Postanowiłam więc wziąć sprawy we własne ręce i uzyskać odpowiedni kolor samodzielnie. Moim planem były także uniknięcie dodatkowej roboty w postaci polerowania mebli papierem ściernym, ale niestety nie dostałam w okolicy żadnego dobrego primera do mebli, więc cierpliwie usiłowałam zetrzeć przynajmniej część starej bejcy/lakieru.


Trzeci etap: Szlifowanie. Jeśli dysponujesz tarasem lub ogrodem to masz szczęście! Wynieś meble na zewnątrz i całą robotę załatw tam (byle nie w zbyt wilgotne dni ani za gorące dni). Mój balkon niestety nie nadaje się wielkością do takich przedsięwzięć, więc na podłodze w pokoju dziennym rozłożyłam folię ochronną i szeroko otworzyłam okna, żeby pomieszczenie wietrzyło się jeszcze przed rozpoczęciem malowania. Na ręce nałożyłam rękawiczki ochronne (na twarz polecam nałożyć maseczkę), papierem ściernym obłożyłam klin do ścierania i wzięłam się za szlifowanie choć niewielkiej warstwy starego lakieru z mebli. Na szczęście nie była do gruba warstwa, więc nawet jak na ręczną robotę poszło całkiem "gładko". Jeśli jesteś szczęśliwym posiadaczem szlifierki kątowej to jesteś w czepku urodzeny. Ja już nie chciałam kombinować z załatwianiem sprzętu od mojego Dziadzia, więc swoje meble szorowałam ręcznie. Pamiętaj, aby meble szlifować wzdłuż słojów, żeby uniknąć niepotrzebnych bruzd w drewnie lub jeszcze większych zniszczeń. Po szlifowaniu czas na jeszcze więcej oczyszczenia. Pozbądź się pyłu powstałego ze szlifowania mebli za pomocą dużego, suchego pędzla, a następnie miękkiej szmatki zwilżonej wodą z mydłem. Pozwól meblom dokładnie wyschnąć


Czwarty etap: kolor, kolor, kolor! Jak już wspomniałam wcześniej, meble miały być głównie białe, więc ten kolor poszedł w ruch jako pierwszy. Jeśli chcesz pozostawić drewniany blat w naturalnym kolorze lub malować go jaśniejszym kolorem niż nogi stołu, zabezpiecz jego krawędzie szeroką taśma malarską. Jeśli blat będzie ciemniejszy, nie musisz się tym przejmować. 
Wszystkie zakamarki stołu i krzeseł najpierw pomalowałam dokładnie pędzlem, a następnie większe powierzchnie jak siedziska, oparcia czy boki stołu miękkim, gąbkowym wałkiem. Wszystkie meble malowałam sama, zaczynając od stołu i przechodząc do kolejnych krzeseł. W związku z tym po skończeniu czwartego krzesła mogłam spokojnie nakładać drugą warstwę emalii. Jeśli nie zależy Ci bardzo na czasie i wszędobylski bałagan remontowy Ci nie przeszkadza, możesz poczekać z nakładaniem drugiej warstwy do następnego dnia. Mnie jednak (jak zwykle) czasu brakowało, więc przeszłam od razu do nakładania drugiej warstwy. 
Po nałożeniu dwóch warstw emalii dałam meblom ponad dobę na wyschnięcie przed malowaniem blatu. Po tym czasie dokładnie okleiłam boki stołu, aby nie ubrudzić ich przy dalszych pracach. Pozostałą część białej emalii mieszałam stopniowo z czarnym pigmentem do osiągnięcia pożądanego koloru. Jeżeli tak jak ja będziesz sam mieszał farbę pamiętaj, aby przed kolejną porcją barwnika upewnić się, że emalia jest dokładnie wymieszana. Gdy otrzymana szarość wydawała się już satysfakcjonująca zaczęłam malowanie blatu od jego krawędzi (w ruch poszedł ponownie pędzel), a następnie całą płaską powierzchnię pomalowałam wałkiem, aby uniknąć śladów po pędzlu. Po pierwszej warstwie dałam mu kilka godzin na schnięcie, a później nałożyłam kolejną. Taśmę malarską usunęłam, gdy farba było wciąż mokra, ale po upewnieniu się, że krawędzie nie będą potrzebować poprawek.




Po tym etapie nie pozostaje Ci nic innego jak uzbroić się w cierpliwość. Nie tylko w kwestii schnięcia mebli, ale także wietrzenia pomieszczenia po malowaniu. Z całego serca polecam włożyć na czas malowania maseczkę na twarz, która choć w minimalnym stopniu ograniczy wdychanie nie tylko nieprzyjemnego, ale i szkodliwego smrodku emalii (ja niestety o maseczce zapomniałam, a później z bólem głowy walczyłam przez trzy kolejne dni). Efekt końcowy, dla mnie, jest bardziej niż zadowalający. Mój pokój dzienny wygląda teraz świeżo, a meble jak nowe. Przy okazji renowacji odświeżyłam też kilka ramek na zdjęcia i innych ozdób, przez co wystrój pomieszczenia jest dużo bardziej spójny. A wszystko to i tak nie może się równać z satysfakcją jaką odczuwam po samodzielnym uporaniu się z własnym pomysłem. 






Jeśli sami też przerabialiście swoje meble i możecie podzielić się jakimiś poradami na przyszłość, to zamieniam się w słuch :) Dajcie też znać czy podoba Wam się mój nowy zestaw jadalniany!

3 komentarze :

  1. Rewelacja...i pomyslac że kiedys taki zestaw wydałam za bezcen...ale wtedy nie miałam bloga i nie wiedziałam o takich czarach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że efekt końcowy podoba się nie tylko mnie! ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)