Lepiej być nie może! / It can't be any better!

15:27 Kinga B. 2 Comments

Kiedy byłam dzieciakiem, firma, w której pracowała moja mama organizowała pikniki integracyjne dla pracowników i ich rodzin. Odbywały się zazwyczaj we wrześniu, zapraszano na nie gwiazdy polskiej muzyki, rozdzielano kupony na jedzenie, rozstawiano dmuchane place zabaw, a na teren imprezy wpuszczano przerażających mnie do tej pory klaunów i ludzi na szczudłach. Zawsze była grochówka, bigos, kiełbaski i kurczak z grilla, wata cukrowa i lody dla dzieci. I był też coroczny gwóźdź programu. Ogólnodostępne grube kromki chleba, naczynia z ogórkami kiszonymi i on. Smalec. Początkowo nie byłam jego wielką fanką, ale na szczęście (!) nasze kubki smakowe dojrzewają wraz z nami i w końcu zrozumiałam jaką dobrą rzeczą jest stopiona słonina z cebulą i zmieloną szynką czy boczkiem. Do dziś od czasu do czasu najdzie mnie silna ochota na ten jakże niezdrowy przysmak (ale jak wiadomo wszystko co najbardziej nam smakuje i najbardziej lubimy musi być niezdrowe :< ) i cóż można zrobić w takiej sytuacji. Do pewnego momentu jestem w stanie oprzeć się pokusie, ale przecież każdy ma swoją wytrzymałość! Mogę obejść się smakiem i myślą o porządnej pajdzie jasnego chleba z grubą warstwą smalcu, oprószoną solą i pieprzem oraz udekorowaną pokaźnym plastrem kiszonego ogórka przez kilka dni. Później ochota przechodzi na inny obiekt lub po prostu idę do sklepu, kupuję co trzeba, smażę słoninę, czekam z językiem wywieszonym do ziemi aż to wszystko zastygnie a później długie godziny kajam się przed samą sobą i własnym organizmem, że pozwoliłam sobie utopić się w tym czystym tłuszczu. No ale co zrobić. Zachcianka to zachcianka. I mam nadzieję, że to ostatnia taka w najbliższym czasie, bo ruszam (ZNOWU!!!! :<) z wyzwaniem dietetyczno-fitnessowo-zdrowotnym. Uroczyście oświadczam, że knuję coś (nie)dobrego!


Ok. There's a long story about today's "dish". Please, forgive me not translating it all. All I'm gonna say is that this is recipe for some good old Polish treat. Not healthy at all I guess but as you all know no tasty and loved treats are healthy. After eating this you'll gonna be filled with remorse and feel like your drowning in fat. BUT! You just have to try it! Seriously, it's must-try thing. And what's more, I think it's the last recipe like that here (for some time ;) ), cause I have another great plan to loose some weight, be healthy and fit this year so I start my next South Beach Diet challenge ;) So just use this recipe and then wait for some SBD recipies ;)



Smalec ze skwarkami / Lard with cracklings
Składniki / Ingredients:
500 g słoniny / skinless pork fat
500 g boczku lub ścinek wędlin / pork belly 
1 duża cebula / large onion
3 ząbki czosnku / cloves of garlic
sól, pieprz / salt, pepper 
Sposób przygotowania / Preparation:
Słoninę kroimy na bardzo drobną kostkę, wrzucamy na głęboką patelnię z grubym dnem, wytapiamy tłuszcz na niewielkim ogniu, czekamy aż kawałki słoniny zamienią się w chrupiące skwarki. Boczek lub skrawki mielimy w maszynce do mięsa, dodajemy do wytopionego smalcu, podsmażamy aż mięso się nieco zrumieni. Na koniec dodajemy pokrojoną w pióra cebulę i drobno posiekany czosnek, doprawiamy solą i pieprzem, smażymy przez kilka minut. Smalec przelewamy do słoików lub kamionkowych naczyń, odstawiamy do stężenia.

Cut pork fat into tiny cubes, put into heated deep pan with a thick bottom, reduce the heat and start melting pork fat. When pieces of it start to become cracklings add grounded pork belly and fry until it becomes a bit crispy and brown. Add sliced onion, chopped garlic and bit of salt and pepper, fry for few more minutes. Pour mixture into jars or stoneware bowls, let it congeal. Serve with thick slices of bread and pickles.

SMACZNEGO!


 

2 komentarze:

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)