Cooking with Yellow Dog.

22:43 Kinga B. 1 Comments


Dwa tygodnie temu, 16 marca, uczestniczyłam w warsztatach kulinarnych w restauracji Yellow Dog w Krakowie. Tematem marcowych spotkań serii warsztatowej "Cooking with Yellow Dog" były azjatyckie zupy. W ciągu czterogodzinnego spotkania przygotowaliśmy 3 zupy: WONTON, TOM YUM i LAKSĘ. Po ugotowaniu każdej z nich zasiadaliśmy do stołu i spożywaliśmy nasze dzieła. Ale zacznijmy od początku...

Yellow Dog we własnej osobie :)

Warsztaty miały się zacząć o 9 rano. Jadąc na ulicę Krupniczą w tramwaju myślałam o tym jak będzie. A było super. :) Na udział w warsztatach zdecydowałam się, ponieważ kuchnia Dalekiego Wschodu jest mi całkowicie obca i stwierdziłam, że nigdzie nie dowiem się tyle, co z azjatyckiego źródła. Yellow Dog to bowiem nie tylko nazwa restauracji, ale przede wszystkim pseudonim jej właściciela i szefa kuchni. Jest Singapurczykiem, który z niezwykłym sentymentem i nostalgią w głosie opowiadał o tym jak m.in. jego mama 'rozgotowuje' wszelkie ryby, owoce morza i jarzyny w zupach, bo wychodzi z założenia, że wtedy oddają więcej smaku :) Niezwykle przyjemnie pracowało się pod jego czujnym okiem. Zupy gotowaliśmy w parach, a następnie zjadaliśmy nasze twory. Yellow Dog lawirował między naszymi stanowiskami, zaglądał w nasze garnki, sprawdzał smak zup, doradzał czego dodać więcej. Zupy moje i mojej warsztatowej partnerki bardzo mu smakowały. Mówił, że nie są tak ostre jak być powinny, ale że smaki są wyraźne, dobrze wyważone i że są naprawdę bardzo smaczne, co skutecznie łechtało nasze kuchenne ego. :)

Tworzy się farsz do pierożków :)

Kucharzenie zaczęliśmy od Wonton. Zupa prosta, nieskomplikowana, ale smaku dodają jej pierożki, które samodzielnie lepiliśmy. Do ugotowanego dla nas wcześniej wywaru dodaliśmy sos sojowy i ostrygowy oraz olej sezamowy, a na gotującą się zupę wrzucaliśmy pierożki z farszem z kurczaka, gotowaliśmy kilka minut i serwowaliśmy do miseczek. Ciekawy początek kulinarnej przygody azjatyckiej :)

Lepię pierożki do Wonton


Druga była Tom Yum. Nieco bardziej rozbudowany smak, ale tak samo prosta w przygotowaniu. Muszę się także w tym miejscu przyznać, że wtedy po raz pierwszy w życiu miałam do czynienia z surowymi krewetkami. Takimi z oczkami, wąsami i pancerzykami ;) Co do samej zupy, można z niej było wyłowić kawałki kurczaka, kalmary, wspomniane wcześniej krewetki, trawę cytrynową i liście limonki, kawałki pomidorów, galangal, chili, kolendra. Ze wszystkich trzech zup, ta smakowała mi najbardziej :)


Jako ostatnią gotowaliśmy Laksę. Przyznam szczerze, że była smaczna, ale może smakowałaby mi bardziej, gdybym nie wiedziała na czym się opiera ;) Podstawą zupy były krewetki. I kiedy mówię krewetki muszę zaznaczyć, że chodziło o CAŁOŚĆ krewetek ;) Najpierw obieraliśmy je z pancerzyków, na bazie których stworzyliśmy pastę. Pancerzyki razem z główkami smażyliśmy na oleju m.in. z posiekanym imbirem, trawą cytrynową, szalotką, cebulą, chili i suszonymi krewetkami. Brzmi nieźle, prawda? To wyobraźcie sobie, że wszystko to razem było później zmiksowane. Tak tak, pancerzyki i główki też! Zmiksowaną pastę smażyliśmy później do uzyskania wręcz brunatnego koloru (myślałyśmy, że ją spaliłyśmy, więc wyobraźcie sobie nasze zdziwienie, kiedy usłyszałyśmy 'o właśnie o taki kolor chodzi! możecie dodawać bulion!' ;) ), zalałyśmy bulionem, dodałyśmy swoją porcję mleka kokosowego, a następnie dodałyśmy krewetki, kolendrę, kawałek tofu i liście laksy. Zupę jedliśmy z makaronem ryżowym. I naprawdę mogłaby być na 5 z +, gdyby nie to, że na języku czuć było kawałki tych nieszczęsnych pancerzyków ;)



Ogólnie warsztaty były naprawdę fajne i w kwietniu mam zamiar wybrać się na zajęcia nudlowe ;) Atmosfera była luźna, podobało mi się to, że każdy mieszał w swoich garnkach i miał możliwość ugotowania czegoś naprawdę, a nie tylko obserwowania. Każdy z nas dostał fartuch i swoją prywatną łyżeczkę do testowania smaku, nikt nie miał problemu z próbowaniem czegoś z jednej miski. Do degustacji serwowane było specjalnie dobrane wino, a rozmowy kleiły się nadzwyczaj dobrze.  Swoją drogą czas przejść się do Yellow Doga jako standardowy klient i wypróbować kilku pozycji z menu :) Możecie się więc spodziewać jakiejś relacji i recenzji samej restauracji :) Jeśli będziecie z wizytą w Krakowie, zaglądnijcie na Krupniczą do Yellow Doga, na pewno nie pożałujecie, bo w potrawy tam gotowane wkładane jest serce i mnóstwo umiejętności :) Zresztą nawet my usłyszeliśmy, że gotowanie polega na smakowaniu, próbowaniu. Bez tego nie ma dobrego gotowania ;)


1 komentarz :

  1. Bardzo chętnie bym wzięła udział w takich warsztatach, bo uwielbiam zupy azjatyckie :) Chyba każdą z tych zup chętnie bym zjadła :D Zapiszę sobie nazwę tej restauracji i wybiorę się gdy następnym razem będę w Krakowie :)

    OdpowiedzUsuń

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)