Zmień tryb życia na lepszy! :)

22:21 Kinga B. 9 Comments

Nowy Rok sprzyja postanawianiu sobie różnych rzeczy. Jedni stawiają sobie za cel rzucenie palenia, inni obiecują sobie, że będą się bardziej przykładać do swoich obowiązków. Są tacy, którzy za punkt honoru stawiają sobie, spełnienie jednego ze swoich marzeń. Ale zdecydowanie najwięcej jest pewnie tych, którzy postanawiają: w tym roku schudnę. Muszę się przyznać, że nie raz wzmacniałam kręgi takich osób. Powiem Wam nawet, że udawało mi się ten cel osiągnąć. Szkoda tylko, że na krótko ;) W tym roku nie obiecywałam sobie, że schudnę. Postanowiłam, że zmienię swój tryb życia na lepszy, czyli zdrowszy. Żeby słowa sobie dotrzymać, jeszcze z końcem grudnia kupiłam karnet do klubu fitness. Wiedziałam, że jeśli wydam na coś większą kwotę pieniędzy, będę z tego korzystać ;) Ale to nie wszystko. Zmieniłam trochę swoją codzienną dietę i zaczynam odczuwać pozytywne zmiany w swoim organizmie, mimo, że minął dopiero miesiąc. Ale po kolei....


1. Ruch to zdrowie!
Nie od dzisiaj wiadomo, że sport to podstawa zdrowego trybu życia. Oto co udało mi się mądrego znaleźć na temat korzyści płynących z uprawiania sportu:
"Uprawianie sportu wciąga. Nabieramy energii i odnosimy wrażenie, że stajemy się lżejsi. Łapanie za torbę z kostiumem pływackim wejdzie nam w nawyk. “Coś” samo będzie nas pchać w stronę ruchu. Gdy się poczuje ten rodzaj energii trudno bowiem usiedzieć na miejscu. Co więcej szybko odkryjemy, że lepiej się wysypiamy, łatwiej odpoczywamy, szybciej regenerujemy siły, nie ulegamy przesileniom pogodowym i zwiększyła nam się odporność. Zmarźluchy przestają marznąć. Sport wpływa bowiem na wydolność naszego układu krwionośnego i oddechowego. Odpowiednio dobrany wysiłek fizyczny potrafi pomóc osobie np. z nadciśnieniem tętniczym, o ile nie ma innych zdrowotnych przeciwwskazań. Szybki spacer, jazda na rowerze czy pływanie potrafią obniżyć ciśnienie np. o 10 mmHg. Oczywiście musi być to skonsultowane z lekarzem! Dzięki dotlenieniu organizmu - z kolei osoby z niskim ciśnieniem (niedociśnieniem samoistnym) - będą się mogły przekonać, że dzięki rozszerzeniu naczyń krwionośnych, udrożnieniu ich, uelastycznieniu utracą uczucie senności, ospałości, zmęczenia.

Dzięki sportom nie tylko modelujemy sylwetkę czy pozbywamy się cellulitu. Możemy pracować równomiernie nad poszczególnymi grupami mięśni i przygotować ciało do konkretnych zadań. W tym zupełnie naturalnych. Kobietom wysportowanym o wiele łatwiej wrócić do dobrej formy, jeśli ćwiczyły. Do - nawet zaawansowanych miesięcy ciąży - można w porozumieniu z instruktorem uprawiać aerobik czy pływać. Sport pomaga również w rehabilitacji."
Jest jeszcze jeden aspekt, o którym warto wspomnieć przy okazji sportu. Aktywność fizyczna poprawia bowiem nie tylko naszą kondycję i sylwetkę, ale także samopoczucie. Wszystko to za sprawą endorfin, czyli hormonów szczęścia, które są wytwarzane przez nasze mózgi. Dzięki nim, po wysiłku fizycznym, odczuwamy dużą przyjemność. Początkowo w to nie wierzyłam. Jak człowiek zmęczony i spocony może odczuwać radość?! Jednak moje podejście zmieniło się po pierwszych zajęciach zumby, w których uczestniczyłam. Z sali wyszłam zdyszana, przez godzinę zajęć wypiłam niemalże 1,5 litra wody, koszulkę miałam mokrą od potu, a nogi uginały się pode mną od wysiłku. Zdziwiłam się jednak, że zamiast być zmęczona odczuwam ogromną satysfakcję i radość! :) Przestałam być niedowiarkiem w kwestii sportowych endorfin. 
Pamiętajcie jednak, żeby stopniowo zwiększać wysiłek. Ja przyznam, że narzuciłam sobie zbyt duże tempo jak na początek co zaowocowało bólem kolan i zmniejszoną przyjemnością z ćwiczeń. Dlatego chwilowo ograniczam się do pilatesu i spokojnych ćwiczeń na strefie cardio, by za tydzień lub dwa wrócić na zumbę i bokwę :). Jeśli macie taką możliwość, przed rozpoczęciem ćwiczeń na siłowni umówcie się na spotkanie z trenerem. W 'moim' klubie fitness jest darmowy trening wprowadzający, z którego skorzystałam. Dzięki takiemu treningowi będziecie wiedzieć jak i na czym ćwiczyć, żeby osiągnąć zamierzony efekt i nie zrobić sobie przy tym krzywdy ;)


2. Zdrowa dieta to kolejny filar sukcesu!
I nie mówię wcale o dietach odchudzających, a o racjonalnym żywieniu. Podstawą jest śniadanie i wiem to od dziecka. Niestety od bardzo długiego czasu śniadanie było rzadkością w moim menu. Zjadałam je zazwyczaj tylko w weekendy. Odkąd mam swoje mocne postanowienie poprawy nie wychodzę z domu bez śniadania. Dzięki temu, mój organizm nie dopomina się burczeniem brzucha o jedzenie po 20 minutach od wyjścia na zajęcia, czy do pracy. Ważne, żeby śniadanie nie było zbyt ciężkie, bo spalanie go pochłonie masę energii i będziemy ociężali i ospali. Wybierzcie coś lekkiego, ale pełnowartościowego. Muesli, owsianka (której nie jadam, bo nie lubię ;) ). Ja wybieram najczęściej pełnoziarniste płatki z owocami, dosypuję do nich garść suszonej żurawiny, dla smaku i dla zdrowia, do tego mleko lub jogurt naturalny. W okresie wiosennym uwielbiam przygotowywać sobie tzw. 'wiosenne kanapki'. W ich skład wchodzi ciemne pieczywo, sałata, dobrej jakości delikatna wędlina, ser żółty, ogórek, pomidor, papryka, rzodkiewka, jajko ugotowane na twardo i szczypiorek, mnóstwo szczypiorku ;) Zazwyczaj wystarczą mi dwie takie kanapki (kromki mieszczące się bez problemu na dłoni), żeby mieć wypełniony brzuch ;) Staram się jeść regularnie, częściej, a mniej. Dzięki temu organizm cały czas jest na najwyższym poziomie spalania.


Ponadto niemalże całkowicie zrezygnowałam z fast foodów. Mówię niemalże, ponieważ gdy nie zdążę przygotować sobie nic do pracy odwiedzam 'restaurację' North Fish. Jakby nie patrzeć jest to chyba fast food, ale przynajmniej obiad mogę skomponować np. z grillowanej lub gotowanej na parze ryby, ryżu i świeżych surówek lub warzyw gotowanych na parze. Jadając tam mam względne poczucie 'zdrowego' odżywiania. ;)
Pamiętajcie jednak, że warto przygotowywać sobie posiłki do pracy/szkoły samodzielnie, nie koniecznie tego samego dnia. Wykorzystajcie wieczór na przyrządzenie smacznej sałatki, którą będziecie mogli na następny dzień bezpiecznie przetransportować w lunch boxie. 
I jeszcze jedno! Nawadniajcie organizm. Pijcie dużo wody, ale nie koniecznie w czystej postaci. Zielona herbata będzie idealna. Spowalnia powiem proces starzenia, przyśpiesza i ułatwia trawienie, a w zależności od sposobu parzenia może pobudzać lub relaksować. 


3. W zdrowym ciele zdrowy duch.
Uprawiacie sport, dbacie o zdrową dietę. Co jeszcze? Zadbajcie o zewnętrzną 'kondycję' ciała. Złuszczajcie martwy naskórek za pomocą peelingów. Nawilżajcie skórę balsamami. Paniom polecam przynajmniej raz w tygodniu urządzenie domowego salonu spa. Nałóżcie na twarz wygładzającą lub odżywczą maseczkę. Pamiętajcie o codziennej pielęgnacji i oczyszczaniu. Zmywajcie dokładnie makijaż, żeby pory skóry mogły 'oddychać'. Nie zapomnijcie też o dłoniach i stopach. Noście przy sobie krem do rąk, a po wieczornym prysznicu starannie wysmarujcie stopy balsamem. Dzięki temu dłonie będą Waszą wizytówką, a latem wysuszone pięty nie będą problemem powstrzymującym przed założeniem sandałów :)


4. Co z tym duchem?
Nie zapomnijcie o tym, że umysł też potrzebuje treningów :) Chwytajcie więc w wolnej chwili za książki, sięgajcie po matematyczne łamigłówkę. Pogłębiajcie swoje pasje i zainteresowania. Znajdźcie czas na relaks i odrobinę odpoczynku. Wysypiajcie się, by mieć dużo energii na podbój świata ;) Myślcie o sobie jak o całości: ciało+duch+umysł i pielęgnujcie każdy z jej fragmentów :)


Dzięki temu, Wasze samopoczucie na pewno będzie dużo lepsze i w swoim ciele będziecie się czuć idealnie! :)



9 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Gorąca czekolada cynamonowa.

10:43 Kinga B. 11 Comments

Nie od dziś wiadomo, że czekolada podnosi poziom endorfin. Dlatego też zimą czy jesienią sięgam po nią zdecydowanie częściej niż w cieplejsze pory roku, bo przygnębiająca pogoda niejednokrotnie zepsuła mój humor. Moim zdaniem czekoladę można spokojnie zaliczyć do dziedziny comfort food - poprawia nastrój, daje nam odrobinę przyjemności. No i co najlepsze - można ją zajadać w najróżniejszych postaciach. Tradycyjnie w kostkach lub bardziej twórczo w ciastach. W postaci pralinek z różnymi nadzieniami lub... w formie płynnej, rozgrzewającej, wprowadzającej w błogi stan. Niedawno zachciało mi się gorącej czekolady do picia. Gęstej i rozweselającej. Ale nie chciałam, żeby była to zwykła czekolada. Dodałam więc do niej cynamon, pianki marshmallow a na talerzyku spoczął croissant. To był podwieczorek idealny, który i Wam polecam :)


Gorąca czekolada cynamonowa
Składniki:
  • 1,5 - 2 tabliczek mlecznej czekolady
  • 2 szklanki mleka 3,2%
  • 1/2 szklanki śmietanki 30%
  • 2 kawałki kory cynamonu
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • pianki marshmallow lub bita śmietana do dekoracji

Sposób przygotowania:
Do garnka wlać mleko i śmietankę, dodać cukier waniliowy oraz korę i mielony cynamon, wymieszać i zagotować. Gorące mleko cynamonowe zdjąć z ognia, dodać połamaną na kawałki czekoladę (jeśli chcesz, żeby czekolada szybciej się rozpuściła możesz ją posiekać), wymieszać i całkowicie rozpuścić czekoladę, a następnie garnuszek z powrotem postawić na ogniu. Ciągle mieszając, doprowadzić do kilkukrotnego 'zagotowania' czekolady (płyn ma się 'podnieść'), dzięki czemu czekolada znacznie zgęstnieje. Czekoladę przelać do szklanek i udekorować piankami marshmallow lub bitą śmietaną.

SMACZNEGO!


11 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Cupcakes kokosowo-ananasowe.

20:28 Kinga B. 7 Comments

Nie znam chyba szybszego sposobu na złagodzenie 'cukrowego głodu' domowym sposobem, niż przygotowanie muffinów. W starciu mogłyby jeszcze brać udział palmiery, ale nie zaspokajają zapotrzebowania na cukier w wystarczającym stopniu ;) Muffiny i cupcake'i są pionierami w jeszcze dwóch kategoriach: zawsze się udają i zawsze są pyszne. Nie ważne co dodaję do babeczek - za każdym razem mam pewność, że będą mi smakować. 
Tym razem miałam ochotę na babeczki egzotyczne w smaku i zimowe w wyglądzie. I udało się. Połączenie dwóch smaków - ananasa i kokosu, jest, jak wiadomo, udane, więc nie mogło się nie sprawdzić w przypadku babeczek. Krem posypany wiórkami kokosowymi sprawił, że wyglądają, jakby były pokryte śnieżnym puchem. Zadowolą każde podniebienie :)


Cupcakes kokosowo-ananasowe
Składniki:
  • 2 szklanki mąki
  • 2/3 szklanki cukru
  • 2 jajka
  • 1 małe opakowanie jogurtu kokosowego
  • 1 szklanka oleju rzepakowego
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • ok. 1/2 puszki ananasa w kawałkach 

"Krem" i dekoracja:
  • 1 małe opakowanie śmietanki kremówki
  • 1 opakowanie serka kremowego 
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 1 opakowanie śmietan-fixu
  • 2 łyżki wiórków kokosowych
  • + wiórki do oprószenia babeczek, kokos w czekoladzie lub batonik Bounty

Sposób przygotowania:
Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Suche składniki na babeczki wymieszać w misce. Dodać jajka, jogurt i olej, wymieszać. Dodać kawałki ananasa i wmieszać je w masę. Ciasto rozdzielić do foremek i piec ok 30 minut, a następnie ostudzić przy otwartych drzwiczkach piekarnika. 
Serek utrzeć z cukrem pudrem i wiórkami kokosowymi. Kremówkę ubić z dodatkiem śmietan-fixu, dodać do serka, wymieszać. Kremem dekorować babeczki. Kostki kokosu w czekoladzie przekroić na pół i wetknąć w krem (batonik pokroić na cienkie plasterki). Babeczki posypać odrobiną wiórków kokosowych.

SMACZNEGO!


Czy wiesz, że... Doskonałą alternatywą dla tak mocno kojarzonej z Grecją oliwy z oliwek jest nasz olej rzepakowy, często niedoceniany. Każda przygotowywana na nim potrawa zachowa swój niepowtarzalny charakter. Jest on świetny zarówno do smażenia, pieczenia, jak i do przygotowania marynat do mięs i podawanych do nich sałatek.

7 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Cytrynowe tagliatelle.

20:54 Kinga B. 6 Comments


6 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Sałatka z kurczakiem i kiełkami.

11:33 Kinga B. 8 Comments

Ostatnimi dniami żałuję, bardzo żałuję, że moja doba ma tylko 24 godziny i zastanawiam się, dlaczego jakaś dobra dusza, nie mogłaby wydłużyć jej do przynajmniej 30 godzin. Dla studenta słowo sesja oznacza stres i strach o zaliczenia. Dla mnie ma jeszcze inne znaczenie: skompresować wszystkie konieczne do zrobienia rzeczy w jedną dobę. Bo jak w ciągu 24 godzin przygotować się do kolokwium, iść do pracy i jeszcze znaleźć czas na trening na siłowni lub pozytywne zmęczenie na zumbie? Jest to ciężkie, ale do zrobienia. Skutkuje najczęściej tym, że dom zamienia się w noclegownię, mijasz się w ciągu doby z domownikami i marzysz o chwili lenistwa. Na szczęście już nie długo, kilka tygodni i wszystko znów wróci do normy! :) Ale w międzyczasie trzeba coś jeść. Najlepiej zdrowo i na spokojnie, ale coś co jest szybkie w przygotowaniu. Idealna będzie sałatka. Z kilku składników, szybka do zrobienia i jednocześnie pyszna. Zapraszam więc na sałatkę z kurczakiem i kiełkami. To sałatka, którą często robiła moja mama, gdy byłam jeszcze dzieckiem :) Z tego względu bardzo ją lubię ;)


Sałatka z kurczakiem i kiełkami
Składniki:
  • ok. 400 g fileta z kurczaka
  • 1 puszka ananasa
  • 1 puszka kukurydzy
  • 1 puszka kiełków fasoli mung 
  • pęczek natki pietruszki
  • 1-2 łyżki majonezu
  • 2-3 łyżki oleju rzepakowego
  • 1-2 łyżki sosu sojowego
  • sól, pieprz, oregano, majeranek

Sposób przygotowania:
Filety z kurczaka umyć, usunąć błony, pokroić w małą kostkę. Mięso umieścić w misce, dodać olej rzepakowy, sos sojowy, 1-2 łyżki zalewy z puszki z ananasem, odrobinę soli, pieprz i po dużej szczypcie ziół. Wymieszać, przykryć folią spożywczą, odstawić do lodówki na ok. godzinę (lub nawet na całą noc, rano przygotowanie sałatki zajmie Wam 15 minut :) ). Rozgrzać patelnię, wrzucić na nią kurczaka i podsmażyć (należy uważać, żeby mięso się nie wysuszyło, dlatego wystarczy smażyć go kilka minut) a następnie nieco przestudzić. Ananasa, kukurydzę i kiełki odcedzić. Ananasa pokroić w kostkę, kiełki również można delikatnie "rozdrobnić" (garść kiełków pokroiłam na mniejsze części), dodać razem z kukurydzą do kurczaka. Natkę pietruszki opłukać i drobno posiekać, dodać do miski i wymieszać. Sałatkę wymieszać majonezem, na koniec doprawić do smaku solą i pieprzem.

SMACZNEGO!


8 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Risotto pomidorowe z chorizo.

15:01 Kinga B. 8 Comments

W ubiegłym tygodniu intensywnie myślałam co przygotować na obiad w weekend, kiedy będę miała trochę wolnego czasu. Okazało się, że tego czasu wcale nie będzie tak dużo i w sobotę w pracy zastanawiałam się nad szybkim, acz smacznym obiadem niedzielnym. W mojej głowie urodził się pomysł na pomidorowe risotto. Żeby nie było takie zwyczajne zachciało mi się dodać do niego chorizo. I gdybym wiedziała, że odnalezienie kawałka hiszpańskiej kiełbasy będzie mnie kosztowało tyle zachodu, to może bym zrezygnowała z tego pomysłu. Albo może i nie, bo za bardzo wyobrażałam sobie jak pyszne to będzie danie. No ale ale... Najpierw trzeba zdobyć składniki. Po pracy udałam się więc do hipermarketu na C. Myślę sobie - sklep duży, chorizo też pewnie będą mieć. Ale nie mieli. Pojechałam więc do innego marketu, tym razem na literę R. Jestem przekonana, że kiedyś widziałam tam chorizo i miałam nadzieję, że nie wiele osób ma takie fanaberie jak ja i kawałek kiełbasy dostanę. No cóż... Okazało się, że Kraków chyba nie jest miastem, które zna coś takiego jak chorizo, bo i w R. jej nie było. Byłam już zbyt zmęczona moim tournée po mieście, żeby jechać do A. czy innego M., gdzie pewnie dostałabym ją bez problemu. Zdecydowałam, że po niedzielnych porannych fitnessach pojadę do L., bo jest po drodze i może tam się coś uda znaleźć. No i znalazłam! Kupiłam więc jeszcze sok pomidorowy, czerwoną paprykę, kolendrę i bazylię i mój plan na obiad został uratowany :)) W związku z tym zapraszam do wypróbowania przepisu na moje pomidorowe risotto.


8 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Trufle z wiśniówką.

14:26 Kinga B. 5 Comments

Zauważyłam ostatnio u siebie taką tendencję: zbieram się do przygotowania czegoś baaaardzo długi czas, a później, po pierwszej próbie, nie mogę powstrzymać się przed następnymi. Tak było np. z tartaletkami. Brak odpowiednich foremek blokował możliwość przygotowania tych cudeniek, a po zakupie potrzebnego 'sprzętu' robiłam je co drugi dzień. To samo mam obecnie z truflami. Blisko rok nastawiałam się na przerobienie swojej kuchni na mini wytwórnię czekoladek. W końcu się przełamałam i zrobiłam trufelki z białej czekolady z likierem Pina colada, a następnie ciasteczkowe. Będąc przedwczoraj na zakupach z Jeszczenieteściową naszła mnie ochota na kolejne próby. Lawirując między sklepowymi półkami zgarnęłam więc do koszyka czekoladę, kremówkę i wiśniówkę. Wszystko po to, by dziś cieszyć się truflami z wiśniówkowym posmakiem. Tym szczęśliwcom, którzy sami przygotowali taki trunek serdecznie zazdroszczę, bo smak domowej wiśniówki nie ma sobie równych i idealnie sprawdzi się w połączeniu z czekoladą (przede wszystkim ma dużo bardziej intensywny, wiśniowy smak, a nie tylko posmak wiśni;) ). Nie ma się więc nad czym zastanawiać, tylko brać za roztapianie czekolady i formowanie pysznych czekoladowych kulek. :)
A! Chciałabym jeszcze zadedykować dzisiejszy post mojej kochanej Chrzestnej, która obchodzi dzisiaj swoje kolejne osiemnaste urodziny! :* Wszystkiego naj naj naj, moja Druga Mamo :* :)


Trufle z wiśniówką
Składniki:
  • 2 tabliczki mlecznej czekolady
  • 1 tabliczka czekolady deserowej
  • 100 ml śmietanki 30%
  • 100 g masła
  • 3-4 łyżki wiśniówki (jeśli używasz domowej zdecydowanie wystarczą nawet 2 łyżki)
  • ciemne kakao do obtoczenia

Sposób przygotowania:
Śmietankę wlać do rondelka i podgrzać. Czekoladę drobno posiekać, dodać razem z masłem do śmietanki i rozpuścić, ciągle mieszając. Rondelek ściągnąć z ognia i przestudzić masę. Do wciąż płynnej czekolady dodać wiśniówkę, dokładnie wymieszać i odstawić do lodówki na kilka godzin (min. 2-3 h). Z zastygniętej masy formować kulki (najlepiej za pomocą łyżeczki) o średnicy ok. 2-3 cm i obtaczać w ciemnym kakao. Gotowe trufle przechowywać w szczelnie zamkniętym opakowaniu w lodówce.

SMACZNEGO!


5 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)

Ciasteczka Cranberry Noel

13:48 Kinga B. 10 Comments


Witajcie Kochani w nowym roku :) Mam nadzieję, że po sylwestrowych szaleństwach zregenerowaliście już siły i jesteście gotowi na nowe przepisy i kolejne eksperymenty w kuchni. Tak jak obiecałam w ostatni dzień 2012 roku, pierwszy wpis będzie dotyczył ciasteczek. Na przepis na te maślane cudeńka trafiłam w 2008 roku na forum kulinarnym CinCin. Były tam wychwalane pod niebiosa, ale nawet gdyby nikt ich nie pochwalił, to po oglądnięciu zdjęć wszelakich byłam przekonana, że nadejdzie w końcu ten moment, kiedy i ja je przygotuję. Przepis odczekał swoje, ale doczekał się w końcu wypróbowania. Postanowiłam je bowiem przygotować na Boże Narodzenie, a po ich spróbowaniu pojechały z nami także na imprezę sylwestrową. Nad ich cudownością naprawdę można się rozpisywać w nieskończoność, ale lepiej opisać je w krótkim zdaniu: niebiańsko maślane, idealnie kruche, pełne kuszących dodatków. Myślę, że więcej nie potrzeba, aby skłonić Was do ich zrobienia. :)


Ciasteczka Cranberry Noel 
(przepis pochodzi z programu Marthy Stewart, z moimi małymi poprawkami)
Składniki (na kilkadziesiąt ciasteczek):
  • 200 g masła
  • 3/4 szklanki cukru waniliowego
  • 2 szklanki mąki
  • 2-3 łyżki mleka
  • 1 łyżka esencji waniliowej
  • 2 garści suszonej żurawiny
  • ok 50 g posiekanych orzechów laskowych 
  • 100 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • wiórki kokosowe
  • odrobina mleka do posmarowania ciasta

Sposób przygotowania:
Masło utrzeć z cukrem do całkowitego połączenia, następnie dodać mleko i esencję waniliową i dobrze zmiksować. Stopniowo wsypywać mąkę, ciągle miksując. Ciasto wyłożyć na czysty blat oprószony mąką i zagnieść z żurawiną, orzechami i skórką. Z ciasta uformować wałki, posmarować mlekiem i obtoczyć w wiórkach kokosowych. Zawinąć je w folię spożywczą i umieścić w zamrażarce na 1/2 - 1 godziny. Piekarnik nagrzać do 180 stopni, blachy z piekarnika (u mnie 2 sztuki) wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasto kroić w talarki grubości ok 0,5 mm i układać w niewielkich odstępach na blachach. Piec ok. 10 minut lub do czasu, aż boki zaczną się lekko rumienić. 
Ciasteczka robiłam 2 razy. Za pierwszym z połowy porcji - wyszło ich wtedy 54 sztuki, wielkości na 2 kęsy. Za drugim razem zrobiłam je z całej porcji i wyszły mi dwie pełne blachy piekarnikowe ciasteczek (myślę, że koło 100 sztuk). Moje ciasteczka miały ok. 3-4 cm średnicy, ale można je oczywiście zrobić większe, wtedy wyjdzie mniej sztuk :)

SMACZNEGO!


A! I jeszcze ogłoszenie parafialne, które, mam nadzieję, sprawi, że czyjś początek roku będzie lepszy! :) Ponieważ do tej pory nie zgłosiła się do mnie osoba wytypowana na zwycięzcę konkursu Sony, zostałam przez sytuację zmuszona do wyboru nowego Laureata! I tak oto w związku z tym wzywam do tablicy Madeinpoland z jej historią o rybich zaręczynach :) Może następny taki wypad na ryby uda się uwiecznić nowym aparatem? :)

10 komentarze :

Wybaczcie moderację obrazkową komentarzy, ale na YL zaczęło się pojawiać mnóstwo SPAMu i mam nadzieję, że powstrzyma to pojawianie się linków i komentarzy niewiadomego pochodzenia ;)